III Bieg Szlakiem Wygasłych Wulkanów

Wulkany był to zdecydowanie bieg ekstremalnie przełajowy. Kiedy w zeszłym roku pojawiło się hasło „a może start w wulkanach” pojawiło się grono chętnych. Jednak w miarę zbliżania się ostatecznego terminu zapisów liczba chętnych malała. Ostatecznie zebraliśmy drużynę Trójmiejskich Morzkulców w składzie:

– Ola Konkol Akademia Biegania
– Agata Masiulaniec Akademia Biegania
– Joanna Formela BiegamBoLubię
– Piotr Pelpliński BiegamBoLubię
– Szymon Miotk Grupa Trójmiasto/ BBL

Do wspólnej podróży pod kierownictwem doświadczonego biegacza Oli taty Andrzeja Konkol przyłączyli się również Bartek – z BiegamBoLubię oraz nowo poznany Kuba Babij i Oli brat Jaś. W takim gronie podróż minęła nam przyjemnie i szybko.

W pierwszy dzień czekały nas eliminacje. Nie były obowiązkowe, ale udział w nich gwarantował wcześniejszy start, czyli mniejszą różnicę między czasem netto, a brutto w dniu biegu. Eliminacje podzielone zostały na III etapy. W pierwszym startowały grupki od 20-30 osób chętnych, grupy startowe przydzielone zostały podczas odbioru numerów startowych. Najszybsza 15 każdej grupy przechodziła do II etapu, w którym znów w grupie 30 osób walczyła o start z z pierwszego boksu w dniu biegu, zaś najszybsza 2 z każdego biegu z II etapu miała prawo startu w III etapie, gdzie walczyła o nagrody finansowe. Z małym opóźnieniem około godz. 19:00 Ola z Asią wyruszyły z grupą 8, która z uwagi na małą liczbę osób została połączona z grupą 7. Reszta załogi ruszyła w kolejnej grupie. Do pokonania była mała pętla o długości 1 km.

Wydawałoby się, że dystans nikomu nie powinien sprawić problemu, jednak to co zastaliśmy na trasie przerosło nasze oczekiwanie. Na trasie do pokonania m.in.: dwukrotnie górka opon, samochód, wóz z drewnem, żarzące się słomy siana, płot, stromy podbieg i zbieg. Z naszej gromadki do drugiego etapu dostali się: Asia, Piotr, Szymon i Bartek. Choć pełni obaw po wyczerpującym biegu, czy podołają pokonać tą samą pętlę po raz drugi wyruszyli na trasę. Najlepiej poradziła sobie Asia, która jako jedyna wywalczyła prawo startu z pierwszego boksu w kolejnym dniu biegu. Niestety jak się okazało nasza najszybsza zawodniczka podczas pokonywania przeszkód z opon skręciła sobie kostkę. Mimo to ukończyła bieg w świetnym stylu. Udaliśmy się do szpitala, by mieć pewność co z Asi stawem skokowym. Dość zabawną sytuacją był fakt, że ludzie widząc nas w strojach z numerami prosto z eliminacji pytani o drogę do szpitala uparcie kierowali nas do szpitala…ale psychiatrycznego. W szpitalu (normalnym ;)) niestety diagnoza się potwierdziła, w wyniku czego na miejsce Asi do drużyny wskoczył Bartek. Następnego dnia pełni obaw wyruszyliśmy na miejsce startu, przykład Asi pokazał nam, że trasę trzeba pokonać bardzo rozważnie, nie wiedzieliśmy jakie przeszkody czekają nas po drodze.

Na starcie wzbogaceni o doświadczenia ludzi startujących w poprzednich edycjach część z nas przykleiła sobie buty taśmą wodoodporną w obawie o ich zgubienie gdzieś po drodze, inni szukali innych rozwiązań ze sznurowadłami. Oli tata zatroszczył się również o nogę Asi zakładając reklamówkę i obklejając ją taśmą, dzięki czemu zdeterminowana zawodniczka również mogła zmierzyć się z przeszkodami. Zgodnie z wynikami w dniu eliminacji: Asia wyruszyła z pierwszą grupą kuśtykając, reszta naszej ekipy wyruszyła 1,5 minuty później. Początek bez przeszkód co spowodowało rozciągnięcie się stawki. Mały przeskok przez płot i rozpoczęły się prawdziwe zmagania: czołganie, podbiegi (choć znacznie częściej przypominające wdrapywanie się na czterech na górkę) i zbiegi (albo raczej zjazdy z górki). Nie zabrakło przeszkód z eliminacji.

Dodatkowo: przeciskanie się przez tunele, zjazd ze zjeżdżalni zrobionej z folii oblewanej wodą, rzeka pokonywana pod prąd, błota, wspinaczka po linie. bagna, wspinaczka po drewnie zahaczonym o budkę, równoważnia… Rękawiczki, w które Piotr zaopatrzył wszystkich okazały się być niezbędne, o czym zresztą przekonaliśmy się już w dniu eliminacji. Na koniec czekało na nas do pokonania błoto. Umorusani, poobijani docieraliśmy kolejno do mety.

Najlepiej poradziła sobie Ola kończąc swoje zmagania na 14 km trasie z czasem: 1:38.15 co pozwoliło jej na zajęcie 6 miejsca OPEN kobiet!. Następnie: Bartek-1:39:36, Szymon- 1:53.47, Piotr-1:53,59 oraz ja-1:58.05 (na trasie miałam okazję pokonać dodatkowe przeszkody oraz dystans w wyniku zbłądzenia z grupką osób). Te wyniki pozwoliły nam stanąć na 2 miejscu podium. Jednak główną bohaterką biegu została właśnie Asia, która przy pomocy wolontariuszy oraz kijka pokonała część trasy kuśtykając. Niewielu odważyłoby się na taki wyczyn. Na mecie cała nasza drużyna czekała na Asię, by z rąk Bartka mogła odebrać nasz puchar za zajęcie 2 miejsca. Choć jej wynik się nie wliczał, to wciąż dla nas była częścią drużyny. Oprócz tego Asia została dodatkowo wyróżniona przez organizatorów.

Na mecie dość często słychać było opinie zawodników, że „maraton przy tym to spacerek”. Wielu uważało również iż trasa jest znacznie trudniejsza od słynnego Biegu Katorżnika.

Komentarze

Komentarze

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *