Bytowski Mount Everest zdobyty

W niedzielę 28 kwietnia 2013 punktualnie o godz. 14:00 wystartował II Bieg na Mount Everest Piękno Natury. Udział wzięło 139 biegaczy, a w tym gronie ja, jako reprezentantka Akademii Biegania.

Jak sama nazwa wskazuje bieg należał do wymagających. Nie zabrakło podbiegów i zbiegów. Zawody udane, choć pozostał też niedosyt, bo do podium zabrakło tak niewiele.

Do Bytowa zabrałam się z biegaczami z okolic Rumi i Redy, którzy zaoferowali transport. Oni brali udział także w Gdynia Trail Running odbywającym się dzień wcześniej, więc trochę obawiali się o swoje samopoczucie podczas biegu. Ja znowu biegałam w międzynarodowej edycji parkruna, którego zdecydowanie nie można powiedzieć, że przetruchtałam :-). Na miejsce docieramy dużo przed czasem startu. Samochód zostawiamy na dole, bo mając tyle czasu decydujemy się pochodzić chwilę po Bytowie, choć wiemy, że za bardzo nie ma tam gdzie chodzić.

Widzimy linię startu, a zaraz za nią tabliczki ustawione w bliskich odległościach od siebie: „Uwaga na wilki”. Ciekawe co też organizatorzy zafundowali nam na trasie. Wspinamy się na górę, bo to na jej szczycie znajduje się biuro zawodów. Trochę niepokojące jest to, że trasa pod górę to głównie kocie łby. Trzeba będzie uważać, by nie skręcić sobie kostki. Podbieg nie jest mocno stromy, nachylenie porównywalne z tym, z którym często zmagaliśmy się podczas niedzielnych treningów, czy też zawodów ZBN (podbieg do lipy), ten jest jednak jakby dłuższy. W pewnym momencie oczom ukazują się nam tabliczki: 250 m, za chwilę 150 m… już wiemy, że to będą nasze ostatnie metry męki na szczyt. A na szczycie, mała drewniana platforma z napisem meta.

Już zastanawiamy jak wesoło będzie przy wyprzedzaniu, by na nią wbiec. Piotr, który jako jedyny z naszej grupy startował w zeszłej edycji śmieje się, że miał wrażenie, że tu cały czas jest pod górę. Wszyscy widzieliśmy profil trasy, było wiadome, że łatwo nie będzie. Wiele osób opowiadało o biegu. Najbardziej spektakularnym momentem z zeszłej edycji był namiot wojskowy na szczycie podbiegu, przez który trzeba było przebiec. Biorąc pod uwagę, że był to punkt, gdzie większość miała już kryzys na trasie, przebiegnięcie przez ciemny namiot było nie lada wyzwaniem, szukaniem wyjścia po omacku. Zastanawiamy się jak będzie w tym roku…

Odbieramy pakiety, lekkie zdziwienie, że nie ma chipów. W środku samoprzylepne, imienne numery startowe, na szczęście agrafki też są. Wracamy do auta i udajemy się w centrum Bytowa, by jakoś zagospodarować czas oczekiwania na start.

Na godzinę przed startem wracamy, tym razem samochód zostawiamy już na górze i zaczynamy szykować się do startu. Już w piątek wiedziałam, że ten bieg będzie testem nowych trailówek w które zaopatrzyłam się na Bieg Rzeźnika. Było trochę obawy, by w nowych butach biec od razu zawody, no ale czasu zostało coraz mniej…

Po rozgrzewce udajemy się na linię startu. Tak jak reszta nie zamierzam szaleć. Nie wiem jak w rzeczywistości wygląda trasa, nie wiem jak będzie się biegło w nowych butach, ustawiam się więc z resztą znajomych w ostatniej linii startowej. Za nami już tylko kijkarze Nordic Walking. Tak przynajmniej miało być. Spiker wielokrotnie podkreślał by się ustawili za biegaczami, ale jak to często bywa, niektórzy i tak zrobią po swojemu nie dbając o bezpieczeństwo innych zawodników…

Następuje odliczenie: 3, 2, 1 i start… ruszamy… albo raczej próbuję się poruszyć. Niby tylko ok. 140 biegaczy i ponad 60 kijkarzy, ale droga jest dość wąska. Ustawienie się na linii końcowej biegaczy nieco utrudniało wyprzedzanie. Wdrapujemy się na podbieg i tu zdziwienie. Oprócz biegaczy, trzeba wymijać osoby z kijkami. To ci, do których głosy organizatorów nie docierają. Nie skupiam się na biegu i tempie, bardziej na szukaniu luk między ludźmi, w które można wskoczyć by popędzić przed siebie.

Bliżej szczytu robi się coraz luźniej, sporo ludzi wyprzedzam. Niestety droga już teraz całkowicie się zwęża. Trzeba biec gęsiego, trudno wyprzedzać. Coraz więcej osób zwalnia, ja czuję się ok, choć buty trochę jakby cięższe. Sobotni start przebiegłam w Adizero Feather 2, których prawie nie czuję się na nogach, te są odczuwalne, ale za to jest dobra przyczepność do nawierzchni. Zerkam trochę na prawo, gdzie już na leciutkim wzniesieniu widać zawodników przede mną. Wiem, że znów będzie lekko pod górę. Brak było większych opadów deszczu w ostatnim czasie, a dzień startu słoneczny, więc tylko na jednym drobnym odcinku czekał skok przez kałużę błotną.

Po ok. 2 kilometrach wbiegamy na kolejną pętle. Przebiegamy w okolicach mety, a tam czeka punkt odżywczy. Dopiero 2 km, nie ma sensu spożywać napojów, a tym bardziej się czymś odżywiać, w końcu cały bieg ma niecałe 9 km. Pętle były dość dziwnie rozplanowane, spiker na starcie uznał, że lepiej nie tłumaczyć, bo każda pętla była inna, a tylko pewne odcinki przebiegało się kilkakrotnie. Myślę sobie, w końcu tyle pod górę, to musi być i z górki… jest…ale potem znowu pod górę..

Trasa to 100% tereny leśne, prawie brak jest kibiców, poza pojedynczymi osobami. Mijam kolejny punkt odżywczy. Nie biorę wody w butelce.. zamaczam tylko lekko usta w kubeczku i wyrzucam. Przypominają mi się ostatnie słowa Prof. Ratkowskiego na pierwszym wykładzie z cyklu Pomorze Biega: picie na trasie tylko potęguje potliwość i wypłukiwanie mikroelementów. Biegnę dalej. Biegacze rozciągają się coraz bardziej, momentami mam wrażenie, że biegnę sama, dopiero za zakrętem widzę grupkę gnającą przede mną. Na jednym ze zbiegów na trasie idą kijkarze, obok siebie… mówię do nich, by dali nam lewą wolną, w odpowiedzi uzyskuję: „przecież możesz nas wyminąć”. Nie lubię startować wraz z osobami uczestniczącymi w marszach Nordic Walking, zwłaszcza, gdy trzeba ich wymijać na trasie.

Na ok 4 km zaczyna się dość wymagający podbieg. Po dotarciu na szczyt ruszam przed siebie. Chwilami daje o sobie znać żołądek, co mnie trochę dziwi, bo w odróżnieniu od sobotniego startu tym razem uważałam co jem przed biegiem. Wybiegamy na polne ścieżki. Przed tym odcinkiem ostrzegał Piotr- patelnia, tak przynajmniej było w zeszłym roku mówił. Teren odsłonięty, słońce mocno świeci. Miał rację. Mam wrażenie, że temperatura wynosi co najmniej 30 stopni. Żałuję, że tu nigdzie nie dają wody.

Już wiem, że coraz bliżej do metę. Czekam na tę górkę z namiotem… właściwie myślę tylko, by zostawić siły na nią. Przed wbiegiem do lasu mijam idącą Bożenę, którą poznałam na starcie. Mówię, by nie odpuszczała. Rzuca butelkę od wody i gna przed siebie. Już dawno doszłam do wniosku, że dziś nie szaleję. Doskonale wiem, że ostatnio za dużo startowałam… trochę pobolewa łydka, a kontuzja, to ostatnia rzecz, której potrzebuję przed Rzeźnikiem. Do mety coraz bliżej, a namiotu brak… oczom ukazują się już tabliczki 500 m… wiem, że mam zapas sił, więc pędzę, choć to pod górę… 350… 250 m wyprzedzam jeszcze zawodników. Już rozpędzona chcę wskakiwać na platformę, ale zatrzymuje mnie organizator mówiąc: już nie trzeba, to już koniec :-). Jestem rozczarowana, nie było namiotu…Wszyscy otrzymują pamiątkową, imienną statuetkę, a kawałek dalej dostaję worek z napojem i cebulkami Zawilca Mount Everest do zasadzenia.

Na mecie zbieramy się w gronie osób, w którym przyjechaliśmy, robimy sobie pamiątkowe zdjęcia w darmowej fotobudce, otrzymujemy wydruk z nazwą zawodów ze zdjęciami. Spotykamy Bożenę. Okazało się, że była 3 wśród kobiet i wbiegła tuż przed 2 zawodniczką, a to oznacza, że mi przypadło 4 miejsce. Trochę niedosyt pozostał, zwłaszcza, że sił jeszcze było. Podsumowując i tak jestem zadowolona, że przebiegłam, ale co najistotniejsze przetestowałam buty. Są wygodne, ale zdecydowanie jeszcze nie raz muszę w nich pobiegać w terenie, by przyzwyczaić stopę.

Zawody zwyciężył Aleksander Burzyński z TEAM SPIRIT ze Słupska z wynikiem 36:36, a wśród kobiet najszybsza była Justyna Janta-Lipińska z Bytowa- 43:11.

W kwestiach organizacji, trzeba przyznać, że zawody bardzo dobrze zorganizowane. Pokręcone trochę pętle nie sprawiły problemu. Nie można było pobłądzić. Wolontariusze na punktach dobrze wiedzieli komu podnieść taśmę, a kto gna jeszcze inną pętle.

Komentarze

Komentarze

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *