Zwycięstwo w Niemczech w 31. Sommerabendlauf. 4 lip 2013

To już taka natura biegacza, że gdy już gdzieś wyjeżdża, to rozgląda się za imprezami biegowymi w okolicy. Tym oto sposobem natrafiłam na zawody- Sommerabendlauf. Wierząc numeracji, w tym roku wystartować miała 31 edycja.

Bieg zaplanowany został na czwartek 4 lipca na godz. 18:00. Ponieważ tradycyjne treningi odbywają się właśnie w wieczorne czwartki, to pora na start wydawała się być odpowiednia.

Zarejestrowałam się przez Internet na kilka dni przed startem, nie byłam jednak do końca pewna czy tam wystartuję. Miał to być mój drugi start zagraniczny, wcześniej pokusiłam się o polsko-niemieckie zawody: 6. Fackellauf über die Brücken der Europastadt Görlitz- Zgorzelec. Wtedy wracałam dumna z trzecim miejscem w kategorii. Tym razem nie miałam pojęcia co mnie czeka.

Na dwa dni przed biegiem zaplanowałam wycieczkę biegową, udając się w rejony startu i próbując znaleźć „Stadion der Freundschaft” (Stadion Przyjaźni). Wcześniej tak orientacyjnie spojrzałam na mapę, spisałam adres i wyruszyłam. Dzięki temu poznałam niesamowicie urokliwe rejony Landschaftsschutzgebiet (rejony chronione) w Görlitz. Okrążam górę, dół, zdecydowanie w takim terenie mogłabym biegać godzinami. U góry podziwiać można z daleka góry, czy też miejscowy nieczynny wulkan Landeskrone, na dole parku przemierzyć można rowerowy szlak prowadzący wzdłuż Lausitzer Neiße (Nysy Łużyckiej). Tam, choć spory ruch pieszo-rowerowy, a także biegowy, to panuje wyjątkowa cisza. Chwilami tylko sarenki mieszkające po drugiej stronie rzeki uciekają po usłyszeniu odgłosu pędzących rowerów.

Choć nie znalazłam stadionu, to miejsce mi się bardzo spodobało, tylko licznik na garminie dobijał już do 10 km, a wiedziałam, że jeszcze z 10 km do pokonania będzie wioskami by dotrzeć do domu. Trzeba więc było zawracać. Jak się później okazało, po analizie przebytej trasy z Garmina, zarówno biegnąc górą, jak i dołem, przed zawrotem byłam kilka metrów od stadionu…

Nastał dzień startu, jakoś dziwnie stresowałam się od rana. Miałam tylko nadzieję, że nie będzie zapowiadanych burz, które dość mocno utrudniłyby dotarcie na miejsce biegu. Dochodzi południe. Nie pada, niebo lekko się chmurzy, ale jest dość parno, pakuję więc niezbędny ekwipunek i wyruszam. Mam spory zapas czasu, więc spokojnie, spacerem kieruję się w stronę stadionu. Po drodze podziwiam krajobrazy, o jak zazdroszczę im tych terenów. Tu jest po prostu pięknie, niby w Trójmieście mamy gdzie biegać, ale tu wydaje się być wręcz magicznie.

Po jakimś czasie za drzewami ukazuje mi się stadion, śmieję się sama do siebie. Dwa dni temu zawróciłam dosłownie kilka metrów przed nim. W oddali już kogoś widzę, okrążam płot i wchodzę na teren. Na jednym z boisk odbywa się trening młodych piłkarzy. Widzę też już baner „Start/Ziel”. Dotarłam. To już coś. Teraz się jakoś dogadać, odebrać numer i oczekiwać na start.

Wszystko okazuje się łatwiejsze niż sądziłam. Dzięki rejestracji internetowej, po okazaniu dokumentu już mnie kojarzono, zresztą moje zgłoszenie wywołało chyba spore zdziwienie. Uiszczam wpisowe i otrzymuję numer startowy- 257.

Podczas Sommerabendlauf (Biegu Wieczornego Lata) rozgrywane są trzy biegi: na 1,8 km; 4,3 km i 12,9 km. Wpisowe wynosi odpowiednio: na 1,8 km- darmowy; 4,3km- 2 €, a na 12,9km- 3 €. Tu pewnie niektórzy się spytają co w zamian? Mianowicie możliwość startu z pomiarem czasu. Dla mnie w zupełności wystarcza, nie muszę mieć koszulki, czy innych gadżetów, mogę cieszyć się ze startu, a jak się okazało później cieszyć podwójnie…

Biuro mieści się w podłużnym drewnianym baraku, w jednym z wejść. Na szybie powieszony jest regulamin i mapa, której usilnie próbuję się przyglądać, choć poza odcinkiem którym dotarłam na miejsce startu cała reszta jest mi kompletnie obca.

Wszyscy są wyjątkowo uprzejmi. Większość uczestników przyjechała na rowerze. Rozpoczynam rozgrzewkę wokół stadionu. Biegnę ze swoim małym plecakiem, widząc to jedna z niemieckich biegaczek pokazuje i mówi, bym zostawiła go w szatni mieszczącej się za jednymi z drzwiami niedaleko biura. Nie jestem jednak za bardzo przekonana, czy to bezpieczne. Okazuje się, że nie mam się czym martwić. Tu nic nie ginie.

Wystrzałem z pistoletu organizator prosi o chwilę uwagi tłumacząc chyba zasady biegu. Kierujemy się na linię startu, na której w pierwszej kolejności stają dzieci mierzące się z dystansem 1,8 km, a więc na dwóch pętlach wokół płotu stadionu. Wszyscy biją brawa dopingując…

Gdy dzieci kończą zmagania na starcie stają uczestnicy biegu na 4,3km (jedna pętla) i 12,9 km (3 pętle). Mam nadzieję, że skoro wszyscy biegniemy tą samą trasą, to znajdzie się ktoś kogo będę mogła się trzymać. Staję w trzecim rzędzie, tak będzie bezpiecznej. Odliczanie i… wystrzał. Wszyscy ruszyli, jak to zwykle bywa dość mocno. Ok. 40 m przed sobą widzę dziewczynę, postanawiam się jej trzymać, albo chociaż mieć ją w zasięgu wzroku. Tuż za linią startu wybiegamy na asfalt i tu niespodzianka. Widziałam na mapie, że mamy do obiegnięcia jezioro, ale myślałam, że droga będzie wieść ścieżką asfaltową, tymczasem skręcamy na wąską ścieżkę piaskowo-trawiastą biegnącą wzdłuż jeziora.

Patrzę na zegarek, tempo wydaje mi się dość mocne i takie też jest. Dystans krótki, ale nie mam pewności czy je utrzymam. Tuż za sobą słyszę głos Niemki, po chwili już zrównuje się ze mną. To będzie ciężki bieg, myślę sobie, ale próbuję. Odczuwam nieco podbiegi zrobione dzień wcześniej, trudno było się powstrzymać by nie wyjść choć na kilka kilometrów w tak urokliwych rejonach.

Droga zwęża się, trzeba biec jeden za drugim. Widzę, że powoli niektórzy biegacze słabną, wykorzystuję okazję. Wyprzedzam. Teraz już chyba nie ma żadnej kobiety na 4,3 km przede mną. Startujący posiadali różne kolory numerów startowych. Na jedną pętlę- czerwone, a na trzy- czarne.

Po obiegnięciu jeziora wbiegamy na asfalt wzdłuż rzeki. Trasa jest znakomicie oznaczona. Duże strzałki namalowane mąką/wapnem co kawałek na trasie. To spore ułatwienie. Nie trzeba patrzeć nigdzie w górę. Już widzę zawodników biegnących w przeciwnym kierunku, to oznacza, że za kawałek będzie nawrotka. Tam do obiegnięcia pachołek i pora gnać w drogę powrotną. Na nawrotce znajduje się punkt odżywczy. Chciałoby się powiedzieć, że przecież to krótki dystans, ale nie gardzę wodą. Jest strasznie gorącą. Zamaczam lekko usta i resztą się polewam.

31 sommerabendlaufNa wjazdach na trasę umieszczone są tabliczki ze znakiem „Achtung Lauf”. Trzeba przyznać, że przemierzający w tym czasie szlak spacerowicze, czy rowerzyści nie stanowili żadnego problemu. Zatrzymywali się i czekali nawet bez zwracania uwagi osób w pomarańczowych kamizelkach na trasie, gdyż oprócz znaków na ziemi, w newralgicznych miejscach nie zabrakło osób kierujących ruchem.

Pomimo oznaczeń staram się trzymać na widoku zawodników z przodu, obserwuję także bacznie jaką mam przewagę nad kolejnymi biegaczkami. Po chwili ku mojemu zdziwieniu odbijamy w las, ale wiem, że do mety już niedaleko. Wyprzedza mnie dwóch biegaczy, nic to, gnam swoje. Po chwili osoba na punkcie wskazuje skręt w drogę na stadion, jeszcze tylko lekko z górki, którą wszyscy wybierają zamiast schodów i prosta droga do mety, którą mijam dokładnie po 19 minutach i 19 sekundach. Ogarnia mnie euforia, że wygrałam. Na dodatek okazuje się, że szybciej ode mnie trasę pokonało tylko pięciu panów.

Idę po swoje rzeczy i postanawiam pokibicować tym walczącym jeszcze na trasie. Po dobiegnięciu ostatnich zawodników zmagających się z jedną pętlą, wyniki już wiszą na szybie pomieszczenia, w którym mieściło się biuro zawodów. To mi się nie śniło. Listę rozpoczyna moje nazwisko i Akademia Biegania.

Zostaję poproszona o oddanie numeru startowego i czekam na dekorację. Organizator próbuje odczytać moje nazwisko, okazuje się nie być to łatwym zadaniem. Wskakuje na najwyższy stopień podium. Choć chciałoby się powiedzieć, że stałam już na nim nieraz, to jednak fakt, że to zawody za granicą, cieszy znacznie bardziej. Drugie miejsce zajmuje Doris Lobedann reprezentująca TSV Kunersdof, a trzecie Steffi Fuchs z RFV Wehrkirch Horka.

Podczas wręczania dyplomu organizator podkreśla uzyskany przeze mnie czas, u niektórych wywołuje on podziw, choć wydawać by się mogło, że nie jest jakiś wygórowany. Może to specyfika trasy, może regionu, właściwie nie ma to dla mnie znaczenie, zwycięstwo sprawia ogromną radość.

Dodatkową niespodzianką jest fakt, że na najwyższy stopień podium zostaję wyczytana powtórnie w kategorii wiekowej. Organizator znów ma problem z nazwiskiem, ale w końcu z małą podpowiedzią odczytuje.

Pakuję rzeczy do plecaka i wracam w drogę powrotną. Przede mną ok. 10 km okolicznymi wioskami. Nogi niosą. Tu też jest ładnie. Jedyny problem stanowią kierowcy. W rejonach niezabudowanych nie każdy ma ochotę zwolnić, a niestety chodnika przez większość część trasy brakuje.

Komentarze

Komentarze

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *