Pierwsza kobieta Pacemaker w Gdańsku

No i stało się, a przede wszystkim udało się! Ja, bez doświadczenia, w swoim drugim maratonie – Maratonie Solidarności, zostałam Pacemakerką, a więc prowadzącą zawodników na czas 4 godz. i 15 min. Pierwszą i jedyną kobietą w dwuletniej historii funkcjonowania takiej grupy w Gdańsku.

Przed rokiem sama tu debiutowałam, tym razem miałam dopomóc w tym innym zawodnikom. Zadanie było proste, utrzymać tempo w okolicach 5:55-6:00 min/km przez 42,195 km. Proste, a jednak dość skomplikowane. Należało odrzucić wszelkie ambicje, odłożyć chęć rywalizacji zupełnie na bok. Zapomnieć kompletnie o sobie, a sprawić by to innym się biegło spokojnie i przyjemnie.

Jak na sierpień pogoda zapowiadała się idealna na maraton i jeszcze zachmurzone niebo sprzyjało. Idealna na życiówkę, a i forma jest… no ale nie dzisiaj, dziś muszę się skupić na stałym tempie. Pomóc mi w tym ma dobry znajomy Dariusz Lulewicz, właściwie to chyba się trochę bałam, że to Darek, znany jako Bulee nie da rady. Nie raz widziałam jego treningi.
Miało być spokojne wybieganie, wyszło znacznie szybciej – pisał wielokrotnie.

Teraz również i On musiał powstrzymać swoje ambicje. Im bliżej startu, tym większy stres, przecież zaufają mi obcy ludzie, będą trzymać się mnie, by osiągnąć swój cel, swój czas.

Wielu uznaje trasę Maratonu Solidarności za dość monotonną i bez kibiców. Tych kibiców to racja mało, jednak już kibicujący starają się jak mogą uprzyjemnić wysiłek. My sami również staramy się wspierać naszych towarzyszy podróży.

Kilometry mijają w zaskakująco szybkim tempie, wspólnie z Darkiem prowadzimy konwersację na różnorodne tematy, czasem włącza się ktoś do rozmowy. Tempo wciąż kontrolujemy, choć muszę często zwracać uwagę Darkowi by zwolnił, bo wciąż przyspiesza. Niestety i grupka biegaczy z każdą kolejną chwilą się zmniejsza.

pacemaker2

Od 25 km zaczynamy wyprzedzać coraz większą liczbę biegaczy, zaczęli chyba zbyt mocno, a teraz organizm dał im o sobie znać. Wielu nie kryje swojego niezadowolenia, że to „kolejne baloniki, które ich wyprzedzają”.

Nie zatrzymujemy się, wciąż w biegu trzymamy tempo. Zaczynają mnie jednak martwić punkty odżywcze, na których w większości została tylko woda, dla mnie wystarczy, przy tych warunkach i tempie, ale co dla innych zawodników?

Na metę wbiegamy z Darkiem sami. Część osób popędziła nieco szybciej, by zawalczyć jeszcze i kilka sekund. Dla innych okazało się być za szybko. Przekraczamy metę w czasie coś koło 4:14 brutto, bo i prowadzić mieliśmy na czas taki, netto uzyskujemy 4:13 z minutami. Swoje baloniki odcinam i oddaję dla synka Darka.
Po maratonie znów czuję się spokojnie, pełna sił, ale zaraz przebieram się, obmyję i wracam do pracy, odbywa się bowiem Jarmark Dominikański, a mi przypadła praca na Punkcie Informacyjnym na ul. Długiej.

Co cieszy posypało się wiele gratulacji za dobre prowadzenie, a więc udało się!!!:)
Na forum MP Kamyk87 napisał:
„Dziękuję wszystkim kibicom i startującym którzy mnie motywowali, a także pacemakerom, którzy prowadzili grupę na 4.15. Bez was byłoby dużo ciężej!!”

Wszystko wskazuje więc na to, że za rok również poprowadzę grupę, ale kto wiem, może już wtedy na jakiś szybszy czas ;).

Komentarze

Komentarze

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *