Piotruś będzie miał pionizator

No i wreszcie nadszedł – 25 kwietnia. Dzień startu akcji  „125 km i Piotruś stanie na nogi”. Dzień w którym wyruszam o godz. 20:00 z Andrzejem Jarmołowskim i Piotrem Pelplinskim na trasę Sierakowice – Sopot. Wszystko po to by zebrać pieniądze na pionizator dla Piotrusia wspieranego przez akcję Pomorze Biega i Pomaga.

Od rana lekki stres. Nie ma czasu na wylegiwanie się. Już o 7:00 meldujemy się z Karoliną Węgrzyńską w TVP Gdańsk, gdzie mamy powiedzieć słów kilka o tym co się dziś wydarzy oraz o samym bieganiu. Dzień wcześniej obiecałam sobie, że się wyśpię. Chciałam mieć jednak pewność, że wszystko jest uzgodnione. Nim się obejrzałam na zegarze minęła północ. Wrócę to się jeszcze położę…

Powrót po nagraniu. Niepewne krzątanie się po pokoju. Co zabrać? Co na siebie założyć, by się nie wychłodzić w nocy? Pakowanie przerywane wciąż przychodzącymi wiadomości od znajomych ze słowami wsparcia. Niesamowicie jest startować, wiedząc, że ma się tylu wspaniałych ludzi w otoczeniu. Gdy wreszcie decyduję się na drzemkę – zadziwienie domowników – co ty kładziesz się spać? Czy to dziwne, no tak jakby tej nocy nie będę tego robić – odpowiadam.

Trudno się położyć. Godziny uciekają strasznie szybko. Cieszę się jednak, że startuję. Tak sobie myślę, że przynajmniej nie będę się stresować, tak jakbym była na miejscu.

Podróż zaczyna się kilka minut po 17:00. Przyjeżdża po mnie kierowca z salonu VW Fota-Groblewski z gdańskiego Przymorza, jeden z partnerów akcji. Wraz z kierowcą znajomi biegacze: Łukasz Zwoliński i Andrzej Wyrzykowski. Wrzucam rzeczy do bagażnika. Ten niepokój, czy czegoś nie zapomniałam. Są rzeczy na bieg, metę i picie na punkty. Mam nadzieję, że wystarczy. Przed nami cała noc i dzień na szlaku. Oby tylko wcześniejsze prognozy się nie sprawdziły co do deszczu. Przyjemnie świeci słońce i niech tak zostanie.

Siedzę już w samochodzie, kierujemy się po Andrzeja Jarmołowskiego. Czeka na parkingu. Mówi, że jeden z przechodniów popatrzył na niego, spojrzał na koszulkę i rzekł – „Powodzenia”. To jak szybko rozprzestrzeniła się informacja o akcji mocno na zaskoczyło. Oczywiście pozytywnie. Dzień wcześniej gościliśmy w Radiu Gdańsk. Po audycji nie zabrakło słów powodzenia nawet od znajomych tylko z widzenia.

Zabieramy Andrzeja i udajemy się po Piotra Pelplińskiego. Następnie obieramy kierunek na Borcz. Plan jest prosty. Nie jesteśmy w stanie zabrać sporej ilości płynów do plecaka na cały bieg. Pewne, że szacunkowo przydałoby się mieć ze sobą ok. 4-5 l, bowiem punkt na który miał przyjechać samochód z naszymi rzeczami ustaliliśmy dopiero na 100 km. Niezbędne więc jet rozdzielenie. Borcz będzie dla nas ok. 70 km biegu. Nie wiadomo, czy miejscowe sklepy będą otwarte. W pobliżu szlaku na polnej drodze decydujemy się na schowanie zapasowych napojów pod jednym z drzew, tak by przez noc ich nikt nie zabrał. Dla pewności przykrywamy zeschniętą trawą. Z Borcza w tym samym celu podążamy na parking w Wierzycy.

w drodze
fot. Piotr Pelpliński

Co prawda punkty te zlokalizowane będą w odległości zaledwie 20 km. Parking miniemy na swoim 50 km. Są to jednak jedyne miejsca, gdzie w miarę sprawnie w pobliże szlaku można dotrzeć samochodem. Tu potrzebujemy nieco więcej czasu na znalezienie dobrej kryjówki. Ostatecznie butelki chowamy pod zeschniętą choinką. Staramy się jak najlepiej zapamiętać lokalizację. Wrócimy tu w środku nocy. Póki co nie zwracamy uwagi, że miejsce to jest usytuowane na górce.

Pozostaje już jednak zmierzać tylko na start. Zaczynam odczuwać zimno. W samochodzie przez chwilę poruszyliśmy temat w czym biec. Skoro noc ma być ciepła, to nie ma sensu targać bluz, w końcu cały czas będziemy w ruchu. Te kilka minut na parkingu w Wierzycy uświadamiają mnie jednak, że warto coś mieć. Może nie być wcale tak ciepło.

Ok. 19:40 meldujemy się w Sierakowicach. Żarty się skończyły. Za 20 minut wyruszymy. Przygotowujemy się. Ostatnia chwila na relaks.

start
Fot. Łukasz Zwoliński

Szukamy miejsca z oficjalnym początkiem szlaku. Nigdzie nie widać kropki. Zgodnie z pobliską tablicą powinna znajdować się na drzewie po drugiej stronie ulicy przed kościołem. Okazuje się jednak, że pozostał tylko pień. Drzewo zostało ścięte.

start
Fot. Łukasz Zwoliński

Robi się mi już nieco chłodniej. Zakładam bluzę i dla bezpieczeństwa kamizelkę. Będziemy poruszać się przez wioski. Noc piątek/sobota. Lepiej być jak najlepiej widocznym. Dodatkowo każdy z nas posiada migające światełka przy plecaku.

Zegarek wskazuje 19:59. Pora odliczać czas do startu…

Strona: 1  2  3  4  5

Komentarze

Komentarze

6 thoughts on “Piotruś będzie miał pionizator

  1. Czuję podenerwowanie czytając to (szczególnie przygotowania i stres przed startem), mimo że już po fakcie – tak sugestywnie to opisałaś – jakbym tam był…! GRTULACJE po raz Ultra-N-ty!

  2. Raz jeszcze gratulacje, Agatka!! Relacja, jak i cała akcja – niesamowite!!! A Twoje ostatnie zdanie – czysta mądrość 🙂

  3. Ból jest tymczasowy, chwała jest wieczna 🙂
    Gratulacje, nie tylko za pokonanie takiego dystansu, ale za „rozkrecenie” akcji zakończonej sukcesem. jest kasa na pionizator ! Miałem okazje być na sztafecie w nocy. Odbiór akcji przez przechodniów był mega pozytywny, wiele osób gratulowało wam i nam i trzymało kciuki za powodzenie akcji zasilajac złociszami skarbonkę. To była jedna z akcji, która bede wspominał bardzo miło. Teraz zycze szybkiego powrotu do zdrowia !

  4. Piękny opis i teraz wszyscy „biegliśmy” z Wami a własnie tego jak Wam idzie brakowało w Sopocie, to były zawsze pierwsze słowa na zmianach : „Jak tam nasi ?? ” 🙂

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *