Piotruś będzie miał pionizator

Wybija 20:00. Startujemy. Zapewne o tej samej porze rusza pierwsza zmiana sztafet na Placu Przyjaciół Sopotu. Sprzęt wypożyczył nam fitness club Tiger Gym. Do naszego powrotu cały czas, zmianowo, biegacze będą przemierzać kilometry na dwóch bieżniach i rowerze stacjonarnym. Martwię się tylko o to, że to jednak Monciak w Sopocie i to noc z piątku na sobotę. Oby było bezpiecznie. Ludzie pod wpływem alkoholu mają czasem pomysły trudne do przewidzenia.

Biegniemy. Czuje się naprawdę dobrze. Od teraz kierunek nadawać nam będą oznaczenia biało-czarno-białe, Szlak Wzgórz Szymbarskich.

Początkowo wzdłuż ulicy, by wskoczyć na polną drogę i kierować się na ścieżki leśne. Jeszcze jest jasno. Biegniemy nieco szybciej niż planowaliśmy. Czas i kilometry zdają się mijać dość szybko. Rozmowa toczy się nie tylko wokół biegania. Nowinek technicznych też nie brakuje. Poruszamy się wciąż do przodu.

Początek szlaku

Temperatura zdaje się być optymalna do biegu. Bezchmurne niebo nastraja optymizmem. Noc zapowiada się przyjemnie, bezwietrznie. Andrzej kontroluje rozpiskę czasową z naszym aktualnym przebiegiem. Jest dobrze, kolejne punkty na mapie mijamy z przewagą czasową.

Powoli zaczyna się ściemniać. Jest co prawda ładnie, tylko czy las może być przyjemny nocą, a przede wszystkim bezpieczny?

Zmierzch

na trasie
Fot. Piotr Pelpliński

Piotr zwraca uwagę, że dzisiejsza noc jest przed nowiem księżyca. Oznacza to, że będzie naprawdę ciemno, księżyc nie oświetli nam drogi. Brniemy dalej. Wyciągamy nasze własne oświetlenie – czołówki. Włączam i tu niespodzianka. Nie działa… próbuję kolejny raz – to samo. Przed wyjściem sprawdzałam ją kilkakrotnie, włożyłam nowe baterie. Teraz kiedy jest mi niezbędna, odmawia współpracy. Na szczęście mam jeszcze lampkę do roweru – prezent urodzinowy. Świeci naprawdę dobrze. Uchwyt na rower świetnie wpasowuje się w dłoń.

Dalej do przodu. Coraz ciemniej, a przez to coraz mniej bezpiecznie. Jak to mówi Andrzej – skanowanie gruntu na 110%. Trzeba bardzo uważać na nawierzchnię. Droga miejscami wyjeżdżona jest bardzo nierówna. Jeden zły krok może zniweczyć cały plan. Nie brakuje też błota.

Humory dopisują. Czuję się rewelacyjnie. Biegniemy w końcu dla Piotrusia. To cel biegu i on nas trzyma na trasie. Zaczyna się nocna wędrówka po lesie. Czas zrobić przerwę na kolację. Pochłaniam kilka rodzynek. Na bieg zaopatrzyłam się w żywność sprawdzoną na Biegu Rzeźnika – batony musli i rodzynki właśnie. Do picia wzięłam izotoniki – to wszystko co miałam.

Każda ścieżka wygląda tak samo. Moja widoczność to kilka metrów przed siebie. Trzeba się mocno skupiać na tym po czym się stąpa. Mimo dużej ostrożności nie brakuje drobnych potknięć o jakieś małe gałązki, na szczęście niegroźnych.

Karolina Węgrzyńska daje znać, że w Sopocie się kręci. Zainteresowanie ludzi przeszło nasze oczekiwania. Akcja już się rozkręciła. Czas postawić przysłowiową kropkę nad i z naszej strony. Już samo nagłośnienie akcji dało sporo funduszy. Konto Piotrusia wciąż jest zasilane.

Chwilami biegniemy wzdłuż ulicy przez wioski. Na szczęście mamy oświetlenie – jesteśmy widoczni. Choć godzina zdaje się być dość wczesna, koło 22:00, to wioski jakby wymarłe. Pusto na ulicach. Światła się jeszcze palą w oknach, ale to jedyne oznaki życia. No jeszcze są oczywiście psy. One witają nas gromkimi szczęknięciami. Pewnie wiedzą jak dużo motywacji jest nam potrzebnych. Ciężka bowiem droga przed nami. Jak to bywa, zwłaszcza te najmniejsze stworzenia chcą nam dodać jak najwięcej sił. Dzięki nim nie zatrzymujemy się.

Na trasie

Po kilku zakrętach znów jesteśmy w lesie. Szlak nawet widoczny. W pewnym momencie odbija na lewo. Skręcamy. Poruszamy się zgodnie z oznaczeniami. Piotr zauważa jednak, że coś jest nie tak. Nie jest to namalowany pełny szlak. Oznaczenie na paskach bialo-czarnym-biało ma jeszcze kropkę. Jest to więc odejście od głównego szlaku. Nie wiadomo gdzie poprowadzi dalej. Najlepiej zawrócić. Pada propozycja by może odbić w widoczną ścieżkę. Nie warto chyba jednak ryzykować. Jest noc, widoczność praktycznie żadna. Zawracamy do głównego szlaku. Długa wędrówka wciąż przed nami.

Strona: 1  2  3  4  5

Komentarze

Komentarze

6 thoughts on “Piotruś będzie miał pionizator

  1. Czuję podenerwowanie czytając to (szczególnie przygotowania i stres przed startem), mimo że już po fakcie – tak sugestywnie to opisałaś – jakbym tam był…! GRTULACJE po raz Ultra-N-ty!

  2. Raz jeszcze gratulacje, Agatka!! Relacja, jak i cała akcja – niesamowite!!! A Twoje ostatnie zdanie – czysta mądrość 🙂

  3. Ból jest tymczasowy, chwała jest wieczna 🙂
    Gratulacje, nie tylko za pokonanie takiego dystansu, ale za „rozkrecenie” akcji zakończonej sukcesem. jest kasa na pionizator ! Miałem okazje być na sztafecie w nocy. Odbiór akcji przez przechodniów był mega pozytywny, wiele osób gratulowało wam i nam i trzymało kciuki za powodzenie akcji zasilajac złociszami skarbonkę. To była jedna z akcji, która bede wspominał bardzo miło. Teraz zycze szybkiego powrotu do zdrowia !

  4. Piękny opis i teraz wszyscy „biegliśmy” z Wami a własnie tego jak Wam idzie brakowało w Sopocie, to były zawsze pierwsze słowa na zmianach : „Jak tam nasi ?? ” 🙂

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *