Piotruś będzie miał pionizator

Tak sobie myślę – byle do świtu. Będzie jaśniej – bezpieczniej. Chwilami coś nagle poruszy się w lesie. Odruch – napięcie kończyn. Na szczęście to tylko ptaki. Piotr ma wgrany szlak w zegarku, to sporo pomaga w chwilach zwątpienia gdzie podążyć. Tylko na całkowicie otwartych polnych przestrzeniach i tak bywa, że trudno określić w którą stronę. Idziemy prosto. Świecimy nieco do przodu. Piotr mówi – przed nami pies. Duży! – dodaje. Czeka na środku ścieżki na wprost i nie patrzy się na nas przyjaznym wzrokiem. Zastanawiamy się jak go obejść. Może odbić lekko w pole na lewo? Tu zbawienny okazuje się zegarek Piotra. Szlak nie idzie tam. odbijamy w pole, ale w prawo. Ciekawe gdzie na tych odcinkach są oznaczenia.

Podejmuję kolejną próbę uruchomienia czołówki. Zbyt ciemno mi. Włączam i nic – nie działa. W końcu się nieco wkurzam. Nim zrobi się jasno jeszcze długa droga. Próbuję od lat niezawodnej metody naprawy – uderzenie. Okazuje się być skuteczne i tym razem. Wreszcie dodatkowe światło. Od razu czuję się lepiej.

Na szlaku
Fot. Andrzej Jarmołowski

Godziny mijają. Na bieżniach i rowerku wskakują pewnie już kolejne zmiany. My trzymamy się dzielnie na trasie. Jest dobrze. Znów odcinek leśny, a przed nami najlepsze oznaczenie szlaku jakie dotąd widziałam. Na zegarku koło północy.

Oznaczenie czarnego szlaku

To w prawo czy lewo? Rozglądamy się. Okazuje się że przy drzewie jest droga na lewo, a dalej widoczne kolejne oznaczenie. Po chwili jednak w kwestii oznaczeń idziemy trochę po omacku. Orientacyjnie w dobrym kierunku. Trochę na przełaj po już dość mokrej trawie. Mokre buty mi jednak zdecydowanie nie przeszkadzają. Trochę ochłodzenia się przyda. Wychodzimy na ulicę. Teraz Ania Gruźlewska daje znać, że w Sopocie jest super. Pyta się co u nas. Ciemno – odpisuję. Po chwili Ania – niech księżyc rozjaśni Wam drogę. Księżyc? Tej nocy niestety go brak.

Na trasiePo twardej nawierzchni można nieco przyspieszyć. Po chwili jednak znów wracamy na trasę. Szlak ma dla nas jeszcze kilka niespodzianek. Niegdyś droga wiodła prosto jak wskazują mapy. Dziś stoi tu czyjaś posiadłość, lecz chyba nie zamieszkała. Szlak narysowany co prawda na płocie. Wymusza obejście jej dookoła. Tylko, że momentami przypomina to bardziej przeprawę przez chaszcze.

Bawimy się wciąż dobrze. Pierwszy cel to dotrzeć do Wieżycy – w końcu tam czeka zapas napoju. Co jakiś czas nawet jak nie odczuwam wielkiego pragnienia, to wezmę łyk izotoniku. Noc, nie chce się aż tak mocno pić, jednak może okazać się to dość złudne. W końcu wciąż jesteśmy w ruchu. Łatwo o odwodnienie. Podobnie z jedzeniem – nie pogardzę batonikiem. To już któraś godzina aktywności, skądś energię trzeba czerpać.

O widokach nie ma co mówić na trasie. Jest ciemno. Teraz gdy mam sprawną czołówkę, to widzę tylko to co mam w zasięgu nie więcej niż 1 m od swojego obuwia. No chyba, że czasem zaświecę dodatkowo lampką rowerową, to widać nieco więcej. Te światełka fajnie wyglądają w oddali. Gdy ktoś potrzebuje chwili przerwy na toaletę, a później goni, widać tylko podskakujące białe światło z przodu i czerwone z tyłu. Jakby były zamocowane na sarence.

Wciąż staramy się posuwać jak najszybciej. Nie wiem gdzie jestem dokładnie. Mijamy jezioro. Piotr wspomina, że jest to jedno z ładniejszych miejsc. W ciągu dnia zapewne. Andrzej decyduje się schłodzić w nim ręce.

Na szlakuSzlak przebiega po plaży. Humory wciąż dopisują. Śmiejemy się, że przecież zmierzamy na sopocką plażę. Może zostaniemy już tutaj? Znakomicie pamiętamy, że robimy to dla Piotrusia. Trzeba więc napierać.

Na trasie

Szlak wcale nie zamierzał być bardziej łaskawy. Czeka nas przemierzanie wąskich ścieżek wzdłuż jeziora. Chłopaki uciekają coraz bardziej do przodu. Staram się więc gonić te migające światełka, jednak równie ostrożnie przy tym analizować ukształtowanie terenu. Na szczęście kawałek dalej zaczekali i na mnie. Odpoczywając na miejscowych huśtawkach.

Na trasie

Czas jednak gonić czas.

Strona: 1  2  3  4  5

Komentarze

Komentarze

6 thoughts on “Piotruś będzie miał pionizator

  1. Czuję podenerwowanie czytając to (szczególnie przygotowania i stres przed startem), mimo że już po fakcie – tak sugestywnie to opisałaś – jakbym tam był…! GRTULACJE po raz Ultra-N-ty!

  2. Raz jeszcze gratulacje, Agatka!! Relacja, jak i cała akcja – niesamowite!!! A Twoje ostatnie zdanie – czysta mądrość 🙂

  3. Ból jest tymczasowy, chwała jest wieczna 🙂
    Gratulacje, nie tylko za pokonanie takiego dystansu, ale za „rozkrecenie” akcji zakończonej sukcesem. jest kasa na pionizator ! Miałem okazje być na sztafecie w nocy. Odbiór akcji przez przechodniów był mega pozytywny, wiele osób gratulowało wam i nam i trzymało kciuki za powodzenie akcji zasilajac złociszami skarbonkę. To była jedna z akcji, która bede wspominał bardzo miło. Teraz zycze szybkiego powrotu do zdrowia !

  4. Piękny opis i teraz wszyscy „biegliśmy” z Wami a własnie tego jak Wam idzie brakowało w Sopocie, to były zawsze pierwsze słowa na zmianach : „Jak tam nasi ?? ” 🙂

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *