Piotruś będzie miał pionizator

Nadrabianie dystansu i miejscami trudne przeprawy spowodowały, że nieco straciliśmy czasu w porównaniu z tym co mamy w rozpisce. To nic. Mamy ewentualny bufor na przerwy. Nie będzie najwyżej ich.

Na Wierzycę coraz bliżej. Kończą się zapasy płynów u mnie. Tam uzupełnię. Czekają mam nadzieję tam gdzie je zostawiliśmy. Powoli zaczynam odczuwać też dystans. Na trasie docieramy do Kręgów Kamiennych. Kiedyś byłam tu na obozie harcerskim. Nie zatrzymujemy się. Dalej. Jest przecież środek nocy. Normalny człowiek śpi. My jednak sami chcieliśmy tu być. To, że wciąż się poruszamy sprawia dużo radości.

Docieramy w pobliże Wierzycy. Piotr z dala już krzyczy, że do parkingu już tylko 500  m. Wreszcie ukazuje się on moim oczom. Czuję nogi już nieco bardziej. Chłopaki udają się po nasze butelki, a ja decyduję się przysiąść na minutkę i nieco rozmasować nogi. Jestem przeciwniczką tego. Boję się, że mięśnie zastygną na tyle, że trudno będzie ruszyć. Na szczęście jest ok. Potrzebuję tego.

Szybkie uzupełnienie płynów i w górę. Jest po 3 w nocy. Robi się wyjątkowo chłodno. Może to ta chwilowa przerwa. Może ta jedna z najgorszych godzin. Do wschodu coraz bliżej. Czekam z wytęsknieniem aż zrobi się jasno. Las nocą chyba nigdy nie będzie mi się wydawał przyjazny. Dość szybko docieramy na szczyt. Myślałam, że będzie to znacznie trudniejsze.

Na trasie

Było pod gorę, to teraz będzie z górki. Jakoś to będzie. Niech już tylko nastanie świt. Nocne warunki nieco utrudniły pokonywanie trasy. Ale zrobi się jasno – będzie łatwiej. Przynajmniej mam taką nadzieję.

Na trasieZaczyna świtać, jest przed 5 rano. To oznacza, że już od prawie 24 godzin jestem na nogach. W ciągu dnia ciężko było o drzemkę. Od wczoraj od 20:00 na szlaku. Staram się gnać jak jestem w stanie. Coraz częściej to jednak walka. Analizuję w kółko, wyliczam czas jaki mamy i to czy aby na pewno zdążymy na 16:00. Spowalniam chłopaków. Może więc sensowniej byłoby gdyby oni przyspieszyli, a ja dotarłabym w swoim czasie? Nie ma o tym mowy. Wspieramy się wspólnie. Do Borcza ok. 12 km jeszcze.

Na trasieNie wiem co się ze mną dzieje. Po raz pierwszy czuję się tak całkowicie bezsilna. Nie chcę spowalniać chłopaków. Nie chcę też kończyć biegu. Staram się ich gonić. Piotr siada na jedno z przewalonych drzew. Mówią bym zrobiła sobie chwilę przerwy. Biegi ultra, tu nigdy nie wiadomo jak zachowa się organizm. Na dodatek przecież z 3 tyg. temu mój start był pod znakiem zapytania. Jeden zły krok w wieloskoku spowodował, że kolejne dni spędzone były z okładami z lodu. Powiedziałam, że pobiegnę. Bardzo chciałam więc się tu znaleźć. I jestem. Wciąż walczę przecież na trasie. Tyle osób na mnie liczy. Piotruś przecież nie może biegać. Piotr daje mi swój żel. Nie jadam ich praktycznie, ale podejmuję to ryzyko. Zbieram się w sobie. Wstaję i postanawiam walczyć dalej. Włączam swojego Garmina. Od teraz mogę kontrolować tempo i dystans.

Czuję jakbym złapała drugi oddech. Biegniemy, nadrabiamy coś ze straconego czasu. Ból jest przecież wymysłem naszej głowy. Dam radę. W Borczu dołączyć się do nas mieli Michał Mońka i Michał Sawicz. Mieliśmy trochę straty, więc zaczęli biec w naszym kierunku. Spotykamy ich. Michał Mońka brał udział w sztafecie. Opowiada o niesamowitej atmosferze w Sopocie. Nie było problemów z pijanymi ludźmi. Wręcz przeciwnie. To cieszy. Bardzo cieszy!

Na trasieStaramy się biec. Na górkach podchodzić. Jest dobrze. Co jakiś czas zerkam na zegarek. Sporo odrabiamy. Śmieję się. W nogach już tyle kilometrów, a ja jestem w stanie biec. Naprzemienne bieg i marsz. Docieramy do Borcza.

Kieruję się dalej szlakiem. Chłopaki lecą po nasze schowane butelki. Znów szacuje czas. Powinniśmy dać radę spokojnie. Michał Sawicz i Michał Mońka mocno nas wspierają.

Strona: 1  2  3  4  5

Komentarze

Komentarze

6 thoughts on “Piotruś będzie miał pionizator

  1. Czuję podenerwowanie czytając to (szczególnie przygotowania i stres przed startem), mimo że już po fakcie – tak sugestywnie to opisałaś – jakbym tam był…! GRTULACJE po raz Ultra-N-ty!

  2. Raz jeszcze gratulacje, Agatka!! Relacja, jak i cała akcja – niesamowite!!! A Twoje ostatnie zdanie – czysta mądrość 🙂

  3. Ból jest tymczasowy, chwała jest wieczna 🙂
    Gratulacje, nie tylko za pokonanie takiego dystansu, ale za „rozkrecenie” akcji zakończonej sukcesem. jest kasa na pionizator ! Miałem okazje być na sztafecie w nocy. Odbiór akcji przez przechodniów był mega pozytywny, wiele osób gratulowało wam i nam i trzymało kciuki za powodzenie akcji zasilajac złociszami skarbonkę. To była jedna z akcji, która bede wspominał bardzo miło. Teraz zycze szybkiego powrotu do zdrowia !

  4. Piękny opis i teraz wszyscy „biegliśmy” z Wami a własnie tego jak Wam idzie brakowało w Sopocie, to były zawsze pierwsze słowa na zmianach : „Jak tam nasi ?? ” 🙂

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *