AMP w Lekkiej Atletyce Białystok 2014

Na ostatnim treningu przed AMPami
Na ostatnim treningu przed AMPami

W swoich początkach biegania unikałam rywalizacji na stadionie. Zawsze wydawało mi się, że jest to świat, dla tych, którzy „siedzą” na tartanie już od dziecka. Zawrotne prędkości zawodników podczas oglądanych mityngów to potwierdzały. Czegóż więc mógł szukać człowiek, który pewne dnia postanowił, że będzie biegać. Nie mając podstaw, nawet nie śmiałam marzyć o takich wskaźnikach prędkościowych. Choć gdzieś tak w głębi myślałam by spróbować.

Z tego zaciekawienia zrodził się pomysł rozpoczęcia rywalizacji 4×400 m. I tak udało się zainicjować imprezę pod hasłem Mistrzostwa Sztafet Trójmiejskich Amatorskich Grup Biegowych. W tym roku odbędzie się już IV edycja. swoją ciekawość w stadionowych zmaganiach zaspokajałam pokonywaniem jednej pętli z pałeczką sztafetową.

Choć już od pierwszego roku studiów reprezentowałam uczelnię na Akademickich Mistrzostwach Polski w Biegach Przełajowych, to o występach na stadionie nawet nie chciałam myśleć. Przełaje, błoto, śnieg – to jest mój klimat. Aż w końcu będąc na trzecim roku zaczęło brakować dziewczyn do reprezentacji, nie mogło już być żadnego „nie jadę”. Zostałam zgłoszona na dystanse 800 i 1500 m. Ten pierwszy raz miał być w Bydgoszczy. Na dodatek kolce miałam może ledwo z dwa razy wcześniej na nogach.

Przy instrukcjach znanej pomorskiej biegaczki Weroniki Wójcik udało się sprawnie wystartować. I… ku mojemu zadziwieniu to bieganie mi się bardzo spodobało. I to nawet bardzo. O jakże zaczęłam żałować, że nie zdecydowałam się na to wcześniej. Choć kompletnie nie miałam pojęcia jak rozkładać siły. Było super. Wiedziałam, że chciałam doświadczyć tego jeszcze w kolejnych latach.

Rok później, a więc w roku ubiegłym, na drodze stanęło większe marzenie – Bieg Rzeźnika, który odbywał się na 5 dni przed stadionowymi zmaganiami. Chęć pokonania 80 km górskim szlakiem była jednak silniejsza. Udało się ukończyć, a kilka dni później stanęłam na starcie 1500 m oraz 800 m, miałam również pobiec w sztafecie 4×400 m, jednakże zabrakło jednej zawodniczki do składu. Ku zaskoczeniu trenerów, ale i swoim, udało się te dystanse pokonać przyzwoitym czasie.

No i wreszcie nadszedł ostatni rok mej nauki. Ostatnie AMPy, choć bardzo bym chciała by jednak tymi ostatnimi nie były. Nie powiedziałam jeszcze ostatniego słowa. Co prawda obiecywałam, że ultra nie będzie, że skupię się na krótkich. Jak ktoś powiedział jednak, „przeznaczenia się nie oszuka”. Potrzebowałam takiego biegu niczym tlenu, a i pojawiła się okazja by pomóc. Do stadionu wydawało się być sporo czasu – start zaplanowany na ostatni weekend maja. Biorąc pod uwagę ubiegłoroczne samopoczucie po górskim ultra i wyniki, byłam pewna, że się wszystko uda. Stanęłam więc pod koniec kwietnia na starcie 125 km i Piotruś stanie na nogi. Nie przewidziałam jednak wszystkiego…

Dalszej współpracy odmówił staw kolanowy. Przeciążenie, a i inne szkodzenia spowodowały, że właściwie należałoby odłożyć ruch na dłużej. Porady lekarskie dawały jednak nadzieje, że na stadionie z uwagi na „krótki” dystans pobiegnę. Chciałam, bardzo chciałam to pobiec. Kolano jednak niczym pogoda, miewało zmienne nastroje. Robiłam wszystko by znaleźć się w Białymstoku, gdzie miały się odbyć tegoroczne Akademickie Mistrzostwa Polski w Lekkiej Atletyce. Wydolność co prawda spadła, ale wciąż próbowałam. Na 2 tyg. przed startem optymistycznie nastroił trening 3 x 1 km. Każdy 1 km pokonywany na 80% w granicach 4:20 dawał nadzieję, że nie jest z moim bieganiem jeszcze tak źle. Wiedziałam więc, że jadąc na stadion będę chciała pobiec na 100%.

I wreszcie nadszedł wyczekiwany piątek i wyjazd do Białegostoku. Wszystko wskazywało, że będzie to jeden z najlepszych wyjazdów. Jednak to również zostało zweryfikowane. Od rana wszystkie wiadomości przypominały bardziej te „z piątku 13-tego”. Los sprawił iż Nasza Trenerka nie mogła jechać z nami, toteż wszystkie wsiadałyśmy nieco zmartwione do autokaru, ale zmotywowane by dać z siebie wszystko.

Podróż minęła bardzo szybko. Po rozlokowaniu w hotelu udałyśmy się na krótki rozruch. Kolacja, pogaduchy. Czas mijał dość szybko i przyjemnie.

Z rana pobudka. Na śniadaniu zameldowałam się już o 6:30. Co prawda swój start na 1500 m zaplanowany miałam dopiero na 15:10, zamierzałam na stadion podjechać już od rana by pokibicować i wesprzeć dziewczyny z drużyny. Konkurencje startowały o 9:00. 100 m, skok wzwyż, 400 m.  Czas mijał niezauważanie. Dziewczyny niestety w większości niezadowolone z uzyskanych rezultatów. Motywacji do kolejnych biegów wciąż jednak nie brakowało.

Część reprezentacji Politechniki Gdańskiej
Część reprezentacji Politechniki Gdańskiej

No i wreszcie nadszedł mój start. Mierzyć się miałam w dość mocnej serii. Odhaczenie na bramce. Rozgrzewka. Wystarczyło czekać na wprowadzenie na stadion. Jeszcze chwila na dogrzanie, założenie kolców. Ustawienie na starcie i wyczekiwanie strzału z pistoletu. W tym momencie nie obawiałam się o to co będzie, chciałam pobiec ile się da. Wszystkie wystartowały dość mocno, czułam się nawet ok, więc trzymałam się grupy, niestety po ok. 300 m coś zaczęło być nie tak z nogą, coś strzykło. Zaczęło się biec coraz ciężej i boleśnie. Czołówka oddalała się coraz bardziej. Gdzieś przez głowę przeleciała myśl, że rozsądniej byłoby zejść, ale czegoś takiego bym sobie nie wybaczyła. Starałam się więc zacisnąć zęby i dobiec do mety. W głowie odliczałam tylko metry, jeszcze 800, 500, 400. Co kawałek ktoś dopingował. Dziewczyny z drużyny, ale i także z Uniwersytetu Gdańskiego. Wreszcie nadszedł czas na ostatnią prostą, spiker podsycał publiczność do braw, by dodały mi otuchy. Minęłam linię mety z najgorszym czasem z dotychczasowych, marząc tylko o tym by usiąść. Wystarczył kawałek zieleni przy tartanie.

AMP Białystok 2014
Na mecie

Szybko podleciały dziewczyny. Zarówno zawodniczki Politechniki jak i Uniwersytetu Gdańskiego dodały otuchy i wsparcia. Podszedł też ratownik, najbardziej chciałam przyłożyć coś zimnego, ten jednak żadnego lodu nie posiadał.

Lekko kuśtykając poszłam podpatrzeć dziewczyny rozgrzewające się do ostatnich zmagań tego dnia, sztafet 4×100 m. Padały rady – „nie biegnij jutro” i groźby „zamkniemy Cię w pokoju i tak nie pobiegniesz”, „zadzwonimy do Trenerki i wszystko powiemy”.

Usiadłam i w głębi ducha modliłam się, że jednak wszystko będzie dobrze. Po zmaganiach sztafet zdałam sobie sprawę, że na stadionie spędziłam cały dzień, a zmęczenie było już lekko odczuwalne. Udaliśmy się jeszcze na zakupy, a ja zamierzałam się zaopatrzyć głównie w lód by dalej schłodzić nogę i powalczyć o biegowe „jutro”.

Pod wieczór część ekipy ruszała na miasto. Wahając się przez dłuższą chwilę postanowiłam jednak nie nadwyrężać już stawu. Nie chciałam rezygnować z biegu na dwa okrążenia stadionu. Wątpliwości rozwiały się jednak w niedzielę. Kolano pobolewało nawet przy chodzeniu. Każdy był zgodny – „nie biegnij, nie warto”. Choć start planowany był na 11:30 to również już rano zamierzałam się pojawić by popatrzeć na zmagania. Trzymając kciuki, aby niedziela była mniej pechowa, zarówno dla żeńskiej jak i męskiej części reprezentacji PG i by przerwać złą passę 4 miejsc.

Choć najbardziej zaczęło ściskać w żołądku gdy grzały się dziewczyny na 800 m. Podczas startu stałam z boku śledząc zmagania każdej serii, rozmyślając, że przecież sama powinnam też tam być i paść na mecie jak one. Trudno było coś z siebie wykrztusić, jednak starałam się krzycząc dopingować

Start na 800 m
Start na 800 m

Po tych zmaganiach należało się jednak zbierać na pociąg powrotny do Gdańska. Trzymając kciuki za sztafetę 4×400 m, która kończyła rywalizację mistrzostw.

AMP Białystok 2014
Z Kasia Kijewską AMP Białystok 2014

Komentarze

Komentarze

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *