Książka „Granice są w nas” Andrzej Gondek

Książek o bieganiu można znaleźć całkiem sporo. Niedawno uaktualniając spis literatury znajomych biegaczy, by stworzyć coś na zasadzie swego rodzaju czytelni, natrafiłam na pozycję u kolegi „Granice są w nas” Andrzeja Gondek. Tytuł przykuł moją uwagę. Nie szukałam żadnych opisów, recenzji. Po prostu uznałam, że chcę się z nią zapoznać. Zwłaszcza teraz, gdy ostatnio w kwestiach sportowych wiele się wydarzyło w moim życiu.

O autorze Andrzeju Gondek słyszałam już wiele. Śledzę poczynania projektu „4deserts”, a także „Wybiegaj Marzenia”. Wiedziałam, że ukończył w 2013 Marathon des Sables (Maraton Piasków). Właśnie zmaganiom na tej pustyni poświęcona jest wspomniana książka.

Być może dla niektórych to po prostu powieść przygodowa. Dla biegaczy historia niesamowitego biegu, walki o marzenia. Dla ultrasa to coś więcej niż po prostu przygoda. To niejako odnalezienie się w sytuacji. Chęć wyruszenia na trasę. Niesamowite zrozumienie wielu słów i towarzyszącego bólu, które autor opisuje. Wszystkie biegi ultra są w jakimś sensie do siebie podobne pod tym względem. Im dalej, tym ból jest silniejszy, a wyrzeczenia coraz większe. Zresztą, przynajmniej część ultramaratończyków odnajdzie się w słowach z książki:

„Moje ciało potrzebowało stymulacji dostarczanej przez treningi i wysiłku. To był mój narkotyk. Moja heroina. Dopiero zmęczony na maksa czuję, że żyję. Oczami wyobraźni widziałem, jak serotonina wypełnia mój mózg, dając poczucie niesamowitego odprężenia, samozadowolenia, spokoju, błogości, po prostu szczęścia.”

Jakże często niektórzy zastanawiają się po co to wszystko? Po co się tak katować na biegach ultra, a już zwłaszcza na pustyni. Przecież podczas tego maratonu zdarzały się przypadki śmiertelne. Temperatura w ciągu dnia dochodzi nawet do 50 stopni Celsjusza, a w nocy spada do 5. Mówi się, że już wysiłek przy 25 stopniach na plusie jest ryzykowny. Co dopiero przy podwojonej wartości? Na dodatek  wpisowe to 5 000 dolarów, obejmuje również ewentualny transport zwłok do kraju.

„Co nimi kieruje? Chcą sprawdzić ile wytrzyma ich organizm albo są na tyle odważni, że decydują się spełnić marzenie o przygodzie życia, do której w opowieściach bądź myślach będą wracać w spokojnych latach starości”.

Maraton Piasków, to dystans ok. 230 km podzielony na 5 etapów. Zawodnicy od organizatora otrzymują tylko wodę i schronienie na noc. Wszystko inne jak: jedzenie, leki czy inne niezbędne rzeczy dźwigają na własnych plecach. Zatem po co? Autor w książce odpowiada:

„Chciałem poczuć, jak to jest stawić czoła swoim największym lękom w miejscu, gdzie człowiek może liczyć tylko na siebie.”

Książka napisana jest w niezwykle przyjazny dla czytelnika sposób. Historie na trasie przeplatane są opowieściami z dzieciństwa bądź też opisami rodziny. Pełna jest pytań i odpowiedzi, które zapewne wiele razy nurtują zawodników na różnych trasach.

„Co mnie tu przywiodło? – pytam sam siebie
– Chyba mój ośli charakter, jak sobie coś postanowię, to nie ma mocnych – odpowiadam sobie.”

Jak i również dodać otuchy w chwilach zwątpienia:

„…ale jeśli spróbuję, to wygram. Granice moich możliwości znów się przesuną, bo będę już wiedział, że jeśli sobie poradziłem teraz, u kresu wytrzymałości, kolejny raz też dam radę”.

Pozwala również przypomnieć sobie o wielu życiowych prawdach, które zastosowanie mają nie tylko w bieganiu:

„Granice, które człowiek musi pokonać są tak naprawdę w nim, w jego umyśle. Mówi się: „Drużyna przegrywa mecz w szatni”. Tak samo jest w życiu, jak masz złe nastawienie, to się nie uda, trzeba wierzyć, że podołasz.”

„Jeśli dziesięć razy się nie udało zrealizować celu, trzeba spróbować po raz jedenasty, aż do skutku.”

„Jak to się mówi: „wola zwycięstwa to pierwszy warunek wygranej”. Trzeba tylko chcieć…”

Gdy się jednak chwyci za książkę, od pierwszych chwil wciąga w wir pustynnej przygody, walki ze swymi słabościami.

„Chciałbym się wycofać, ale nie mogę. Tak postępują tchórze. Odpuszczają wtedy gdy los stawia na ich drodze małe pułapki.”

„To co tu przeżyłem, dało mi możliwość poznania siebie i przekonania się na własnej skórze, że wrogiem, którego najtrudniej pokonać jesteśmy my sami. To, co w nas tkwi:  pesymizm, zwątpienie, lenistwo, strach. Granice są w nas…”

„Staram się przypomnieć sobie momenty, gdy myślałem, że nie dam rady, że doszedłem do granicy, której nie można przekroczyć… i gdy już miałem podnieść białą flagę, odnajdywałem motywację do dalszego zmagania z przeszkodą.”

Książkę polecam każdemu. Rozpala wyobraźnię, a także chęci. Dodaje motywacji do walki z przeszkodami jakiekolwiek by one nie były. Jest tylko jedna jej wada. Powoduje, że człowiek ma znów chęć wyruszyć i przeżyć przygodę, jeśli już takie wyzwania ma za sobą. Tych, którzy jeszcze nie doświadczali uczucia „granic” być może pobudzi do działania. Jedyne co poniekąd troszkę mnie osobiście męczyło podczas lektury miejscami, to ogromna ilość cytowanych maili od grona wsparcia. Wiem jednak, że to niezwykle ważne dla startujących zawodników. Nie ma bowiem nic cenniejsze niż wsparcie rodziny czy znajomych podczas zmagań. Każdy mail więc dla autora ma niezwykle dużą wartość.

Potwierdza to również umieszczony przez autora na końcu cytat Paula Coelho:

„Człowieka, który ma przyjaciół, nigdy nie złamią wichry losu. Ma on w sobie dość sił, by pokonać trudności i iść dalej naprzód.”

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *