Fenomen biegów parkrun. 150 parkrun Gdańsk

Już w 150 sobotnich poranków biegacze mogli pokonać 5 km w ramach parkrun Gdańsk
– drugiej lokalizacji w Polsce. Wydawałoby się, że to tylko kolejny cykl spotkań dla miłośników tej aktywności. Mimo wszystko jednak wyraźnie wybijający się na tle innych. Liczba uczestników stale wzrasta. Na dodatek niektórzy niemal nie wyobrażają sobie soboty bez uczestnictwa w parkrun.

Na 150 biegów, Park Ronalda Reagana przy okazji tych wydarzeń, odwiedziłam ponad 100 razy. Miałam okazję startować, zwyciężać, przybiegać pod koniec stawki jak podczas biegu tyłem, czy też wcielać się w większość ról wolontariusza, od zdjęć, poprzez skanowanie czy też pomiar czasu. O parkrunie rozmawiałam z wieloma uczestnikami. Co jest fenomenem tej inicjatywy?

Po pierwsze: darmowe uczestnictwo. Bezpłatny udział to podstawa. Ostatnio coraz częściej słychać głosy krytyki w środowisku biegaczy co do kwot wpisowych na zawody. W czasach, gdy bieganie staje się coraz bardziej popularne, wysokość opłaty startowej wzrasta zauważalnie. Nie wszyscy mogą więc pozwolić sobie na udział we wszystkich imprezach, w których by chcieli. W parkrun nie ma tego ograniczenia.

Po drugie: ludzie. To dość ciekawe. Gdy na początku kwietnia przeprowadzałam badania ankietowe w gronie trójmiejskich biegaczy, w których zawarte były m.in. takie aspekty jak motywacja do treningów i zawodów, choć istniała możliwość zaznaczenia kilku odpowiedzi, zaledwie 11% odpowiedziało, że znaczenie ma udział znajomych w przypadku zawodów, zaś 18% – w przypadku treningów. Kilka miesięcy później, zapominając kompletnie o tych wynikach, wypytywałam się ludzi o to dlaczego pojawiają się na parkrunie. Właściwie mogłabym rzec, że odpowiedzi udzielały osoby niemal te same. Praktycznie każda/y pytany wspomniał/a o obecnych ludziach i atmosferze. „Bo są fajni ludzie” – to dość często pojawiająca się odpowiedź.

Parkrun jak już kiedyś wspominałam organizowany jest na zasadzie „Przez biegaczy dla biegaczy”. To właśnie te niezwykle zakręcone osoby, które ma się okazję poznać w sobotnie poranki sprawiają, że chce się ruszyć z łóżka. Nawet, gdy jak dzisiaj, temperatura na termometrze wskazuje ponad 6 stopni poniżej 0. W tym roku przebiegłam 5 km ledwo 6 razy, ale 27 – uczestniczyłam w roli wolontariusza, z czego raz w Gdyni. Takich osób, które np. z powody kontuzji czy innych planów startowych, nie mogły pobiec ze wszystkimi, a mimo to się pojawiały na starcie, było oczywiście więcej. Weekend od razu staje się przyjemniejszy, gdy rozpocznie się go od spędzenia czasu w miłym towarzystwie. Parkrun integruje. Co podkreślają sami uczestnicy, w tygodniu każdy pełni różne funkcje. Nie ma to jednak zupełnie znaczenia, bowiem wszystkich łączy pasja biegania. Na dodatek większość nie boi się wyzwań. Tym sposobem od 3 lat przedświąteczny parkrun pokonujemy biegnąc tyłem. Na dniach pojawił się zaś kolejny – pokonanie 5 km z sankami. Chętni już są. pozostaje czekać na śnieg.

parkrun gdansk 150

Po trzecie: dystans. 5 km to dystans, z którym poradzi sobie większość. Nawet osoby początkujące czy też dzieci są w stanie pokonać je marszobiegiem. Choć tak naprawdę znaleźć tu można kolejny absurd. Większość doświadczonych biegaczy na pytanie czy lubi starty na 5 km, odpowiada, że nie przepada, gdyż na taki krotki dystans szkoda tracić czas na wyjście z domu. Mimo to te same osoby systematycznie stają w sobotę na starcie. Tu właśnie ponownie pojawia się kwestia atmosfery, którą bardzo polubiły. Właściwie jak się przyjrzeć bliżej długości dystansu pod kątem zawodów w Polsce, to 5 km jest stosunkowo rzadką odległością w rywalizacji.

Po czwarte: rywalizacja. Im większa grupa ludzi, tym większa chęć rywalizacji sportowej, to oczywiste. Bywają biegi, na których już wcześniej wiadomo, że poszczególni zawodnicy chcą się ze sobą zmierzyć. W tym aspekcie można dopatrzeć się kolejnej zalety 5 km dystansu. Raczej trudno wyobrazić sobie, aby niemal co sobotę biegacze walczyli ze sobą na dystansach dłuższych. Byłoby to zgubne dla nich w przygotowaniach do konkretnych startów. Wielu nie potrafi sobie odpuścić przemierzania trasy nieco szybciej niż truchtem. Niektórzy zwracają uwagę również na to, że w Gdańsku rywalizacja jest wyjątkowo duża. Nie tak łatwo zająć czołowe miejsca. Jedni rywalizują z innymi, ale także z samym sobą.

Po piąte: pomiar czasu. Pozwala rywalizować jeszcze bardziej. Porównywać czasy. Walczyć o nowe życiówki. Pozwala skupić się na samym biegu, a odklikanie stopera zostawić komu innemu. Na dodatek poprzez stronę na której są umieszczane, bez problemu obserwować można najlepsze starty.

Po szóste: światowa inicjatywa. Liczba nowych lokalizacji na świecie stale wrasta. Również w Polsce wciąż otwierane są kolejne. We wszystkich obowiązują te same zasady organizacyjne. Niektórym daje to motywacje do odwiedzania nowych miejsc. Jak np. zdobywanie nieformalnej korony biegów parkrun Polska, a więc odwiedzenia wszystkich lokalizacji w naszym kraju.

Po siódme: koszulki. Okazuje się, że są one dobrym motywatorem do porannego wstawania. Zwłaszcza, ze aby je osiągnąć trzeba przebiec min. 50 lub potem 100 czy też 250 razy. Nie są więc do dostania od ręki, choć pewnie niektórzy by chcieli, trzeba je sobie niejako wypracować systematycznością,

To pewnie jedne z wielu aspektów, które można by wynaleźć w sobotnich startach. Oczywiście, nie wszystko jet zawsze takie kolorowe. Każdy człowiek jest inny, a bywa, że choć udział jest bezpłatny, to niektórych cechuje postawa roszczeniowa i w takich sytuacjach. Więcej o tym pisałam w „Biegacze biegaczom, czyli parkrun” . Jednak nawet „grzechy” biegaczy parkrun nie przekreślają panującej atmosfery.

Cykl parkrun Polska został nominowany w plebiscycie na Biegowe Wydarzenie Roku. Głosować można poprzez formularz.