Rowerowa wycieczka trasą 1. PZU Maratonu Gdańskiego

Maraton Gdański zaplanowany na maj wzbudza dużo emocji wśród trójmiejskich biegaczy. Oczekiwane jest wielkie wydarzenie biegowe. Prawdziwe święto maratończyka. Dotychczasowy maraton, choć w dużą tradycyjną, niestety bywało, że wywoływał wstyd niż dumę z organizacji.

Trasa, którą przemierzą biegacze podana została już dawno. Prowadzić ma przez centrum miasta. Każdy kto miał styczność z organizacją imprez, wie, że ułożenie takiej trasy to jest nie lada wyzwanie. Tak, by spełniała wszelkie formalności zapewniające bezpieczeństwo i nie stwarzała paraliżu komunikacyjnego. Zwłaszcza, że miasto Gdańsk jest zdecydowanie bardziej podłużnym niż kwadratowym obszarem w odróżnieniu od innych lokalizacji. Oczywiste trudno dogodzić wszystkim. Centrum miasta zapewnia jednak zazwyczaj większą liczbę kibiców. Nie ma co ukrywać, ich obecność jest istotna.

Trochę z ciekawości postanowiliśmy wskoczyć na rowery i przyjrzeć się temu jak pobiegnie liczna grupa 17 maja. W grupie znajomych spotkaliśmy się przy AmberExpo skąd rozpocznie się maratońska przygoda. Wiedzieliśmy, że nie wszędzie będziemy w stanie dojechać. Zamierzaliśmy także korzystać ze ścieżek rowerowych dostępnych w pobliżu. Bardziej zależało nam na poglądowym spojrzeniu na rejony. Wśród nas nie zabrakło debiutujących, a także pacemakerów.

trasa maraton gdansk

Początek przypomina start w półmaratonie Gdańskim, który odbył się w październiku ubiegłego roku. Start pomiędzy AmberExpo, a PGE Areną. Odpaliliśmy GPSy i ruszyliśmy w drogę. Po pierwszych 600 m dotarło do nas, że pogoda może mieć ogromne znaczenie. Dodatkowo to istotny odcinek, który może wpłynąć mocno na wynik w maratonie. Otwarta przestrzeń sprawiła, że podmuchy wiatru były odczuwalne. Wierząc prognozom pogody na dzień 7.03 było to między 6-8 m/s. Na tym odcinku czeka również podbieg. Przy wietrze na rowerze nie było lekko, choć ogromną przesadą byłoby zaliczenie go do tej kategorii „wymagających”. Takich raczej trudno szukać na trasie. Teraz czuliśmy go, ale pewnie też dlatego, że kondycja rowerowa dopiero w trakcie przygotowań. Trudność trasy zależy zwyczajnie często od formy. Takie mam spostrzeżenia po ogromnej liczbie startów w różnych imprezach. Czasem niektórzy narzekali na podbieg, którego ja kompletnie nie odczuwałam. Bądź też na odwrót. To jednak temat na dłuższą dyskusję. Niemniej, każdy kto popędzi w ferworze atmosfery maratońskiej pierwszy kilometr może się łatwo wypalić. Zresztą wielu zwraca na to uwagę. Wiadomo również, że stojąc na linii startu bywa już różnie. Czasem trudno pohamować emocje. Wydaje nam się, że biegniemy wolno, tymczasem liczby pokazują co innego.

W kwestiach pogodowych może się również zdarzyć iż będzie nieco ciepło. Jak to bywa w maju na przestrzeni ostatnich lat. Warto mieć to na względzie, gdyż otwartych przestrzeni na trasie nie zabraknie. Bezpieczniej jest wówczas dostosować planowany wynik do panujących warunków atmosferycznych.

Poruszanie się po trasie maratonu w zwykły dzień ma zupełnie inny charakter. Co potwierdza także Kasia Skopczyńska, która również wybrała się na przejażdżkę:

Pierwszy raz miałam okazję rowerem testować trasę maratonu i powiem szczerze, że jest to ciekawe doświadczenie, pokazujące długość trasy. Biegnący maratończyk jednak widzi inaczej. Po teście rowerowym nabieram do królewskiego dystansu jeszcze większego szacunku. Trasa I PZU Gdańsk Maratonu z pewnością jest urozmaicona. Prowadzi bowiem zarówno przez najbardziej charakterystyczne i kojarzone z Gdańskiem miejsca (Stare i Główne Miasto, tereny przystoczniowe), jak i dzielnice, aż do granicy z Sopotem. Część trasy biegnie wzdłuż Zatoki Gdańskiej alejkami nadmorskimi, co też zwiększa jej atrakcyjność. Na koniec dokręcamy dystans poprzez wycieczkę do Nowego Portu, chociaż przyznam, niezbyt ciekawymi okolicami. Osobiście w aspekcie krajoznawczym zabrakło mi w tej trasie Oliwy – przepięknej dzielnicy zarówno architektonicznie, jak i przyrodniczo – fajnie byłoby móc np. przebiec przez Park Oliwski, skrzyżowanie z widokiem na Pachołek, czy w okolicach Katedry, zamiast w tym czasie klepać asfalt al. Grunwaldzkiej, gdzie nie ma nic ciekawego, a i z liczbą kibiców też może być średnio. Ogólnie jednak trasa zapowiada się bardzo ciekawie, chociaż myślę, że nie będzie to trasa z gatunku szybka i przyjemna – nie brakuje na niej łagodnych, ale długich podbiegów i wymagających, bo stosunkowo monotonnych prostych. No i ul. Długa i Długi Targ – tam raczej można spodziewać się mnóstwa kibiców, którzy podkręcą nasze tempo, ale uwaga – to dopiero 8 kilometr – nie warto dać się ponieść i zbytnio rozpędzić, siły przydadzą się na dalszą walkę.

Zibi Jakubek po sobotniej wycieczce napisał – Trasa rewelacyjnie położna. Każdy ważny punkt miasta „zalicza” się podczas biegu. Dużo płaskiej trasy mało wymagających podbiegów. Myślę ze biegacze będą zadowolenie z trasy pod wględem trudności jak i super widoków. Uważam, że warto polecić naszą gdańska trasę maratonu...

Zaś Andrzej Wyrzykowski wspomniał – Po pokonaniu na rowerze trasy PZU Maraton Gdański jestem pewien, że biegacze nie będą się nudzić. Ciekawie i brak monotonii to według mnie dobre słowa, aby określić to co nas czeka na trasie. Organizator sprytnie prowadzi biegnących trasą dla zwiedzających, wiele punktów tak bardzo charakterystycznych dla Gdańska. Monotonii nie będzie, ponieważ są długie podbiegi, na pozór łagodne ale gdy będzie wiatr to robi się dosyć wymagająco. Łatwo nie będzie, trasa przebiega przed moim blokiem, więc dochodzi walka z pokusami.

Zarówno Kasia, Zibi, jak i ja wiemy co to dystans maratoński. Ciekawiło nas zatem spojrzenie debiutanta, który również jechał z nami. Paweł Szwed napisał – Sobotni przejazd rowerowy trasą I PZU Maratonu Gdańskiego odbył się w kameralnym gronie znajomych w piękny słoneczny dzień. Trasa, którą poznałem „z bliska” zapowiada się na bardzo widokową, szczególnie – stare miasto. Pozostała część trasy prowadzi m.in. głównymi arteriami miasta aż do granicy z Sopotem. Liczę, że największą liczbę kibiców zgromadzi centrum Wrzeszcza, Żabianka, Przymorze oraz rodzinna Zaspa – kibice dają MOC. Troszkę obawiam się długich nasłonecznionych prostych, które dodatkowo omiatane są wiaterkiem. Ale z problemem wiatru organizatorzy powinni poradzić sobie bez problemu pożyczając siatki „wiatrowe” ze skoczni narciarskich 😉 Będzie dobrze.

Co i widać z powyższych odpowiedzi, każdy na trasę spogląda w lekko odmienny sposób. Wszyscy jednak zgodnie doceniliśmy starania organizatorów w kwestii zaprezentowania atrakcji miasta. Co można do tego dodać? Sama bym jednak nie oceniła jej do wyjątkowo łatwych. Choć czy można mówić by jakiekolwiek 42,195 km było lekkie do przebiegnięcia? Trasę zaplanowaną na 17 maja można podzielić na etapy. Pierwsze niecałe 10 km to przemierzanie ścieżek z widokiem na historię. Tereny stoczniowe, czy też urokliwe Stare i Główne Miasto. Następne ok. 10 km to niejako pasaż handlowy. Odcinek dobrze znany maratończykom z Maratonu Solidarności, tym razem jednak pokonywany w drugą stronę. Mija się tu ogromną liczbę sklepów, galerie handlowe. By od okolic Ergo Areny wbiec w ciąg „gdańskiego blokowiska”. Przez dzielnice: Przymorze i Zaspę. Nawracając w okolicy Centrum Handlowego ETC i ponownie przemierzając wspomniane „blokowiskowe” rejony. Tu podobnie, jak wspomniał to Paweł, spodziewałabym się kibiców. Którzy choćby z ciekawości wyjrzą z pobliskich okien czy też wyjdą z domu. Następnie zmierza się na alejki nadmorskie. Gdzie można nieco odpocząć od typowo miejskich rejonów i nacieszyć oczy urokami przyrody. Potem już okolice bliżej mety. Szybko doszliśmy również do wniosku, że nie należy sugerować się głównymi punktami widocznymi na trasie. Stadion PGE Arena ujrzeć już można mniej więcej przed 35 km. Tymczasem dokręcić trzeba jeszcze 7 km. Na tych co kończyli królewski dystans w Warszawie nie wzbudzi to zadziwienia. Tam Stadion Narodowy również widoczny jest dość szybko. Tu w pierwszej chwili lekko się zdziwiłam zerkając na zegarek na pokonany dystans. Przemierzanie ścieżek na jednośladzie się czasami trochę dłużyło. Śmieliśmy się po drodze kilka razy, że biegiem kilometry mijają nam jakby szybciej.

Na koniec napisać tylko mogę, że w pierwszym momencie, choć byłam ogromnie szczęśliwa, że wreszcie w moim mieście zorganizowany zostanie maraton z prawdziwego zdarzenia, to niejako wydawało mi się, że trasa może być lekko nudna. Jestem Gdańszczanką od urodzenia. Wszystkie te ścieżki przemierzałam wielokrotnie. Ostatecznie przyznam iż trasa mi się w większości naprawdę spodobała. Po rowerowym przejeździe nawet żałuję nieco bardziej, że w tym roku nie będę mogła jeszcze wystartować. Wyczekiwać będę za to na pewno atmosfery maratońskiej, która na ten dzień mam nadzieję pochłonie miasto. I lekko, no może nawet bardzo zazdroszczę startującym. Mieszkańcom Gdańska zastanawiającym się nad udziałem wspomnieć warto, że nigdzie nie znajdzie się tylu „własnych” kibiców co na swoich terenach 🙂

wycieczka trasą PZU Maraton Gdanski