3 razy wokół Ziemi. 4 lata parkrun Gdańsk

4 lata. 203 sobotnie poranki. 2714 biegaczy. Średnio 113,8 uczestników co tydzień. 115460 pokonanych km. To niemal 3-krotny bieg wokół Ziemi. Łączny czas wszystkich biegów: 1 rok 36 dni 16 godzin 1 min. 9 sek. Te liczny opisują ideę parkrun w Gdańsku. Cotygodniowe biegi, które namieszały w życiu wielu świętują 4 rok istnienia. Zmotywowały, czasem nawet największych śpiochów do porannego wstania. Przepełnione osobistymi sukcesami, uśmiechami, dobrą pogodą. Zdarzały się mroźne dni, ale deszczowo – robiło się zazwyczaj po. W trakcie – to rzadkość. Parkrun jest szansą na realizację, bywa, wydaje się, absurdalnych pomysłów: bieg tyłem, w strojach, a i podziewać się można kolejnych. Choć chyba najlepiej o pięknie parkrun opowiedzą sami uczestnicy.

– To stały i niezmienny sobotni rytuał dający biegowe poczucie bezpieczeństwa i ten komfort, że cokolwiek by się nie działo w pogodzie, polityce, przyrodzie – jest sobota, jest 9.00, jest parkrun. I oby tak dalej, przez dalsze 100 lat – mów Kasia Skopczyńska. 

Dodaje – parkrun towarzyszy mojemu bieganiu od…zawsze, a nawet wcześniej. W październiku 2012 r. zaczął brać w nim udział Jarek i z każdym tygodniem wracał z coraz większym entuzjazmem kompletnie dla mnie niezrozumiałym, bo byłam wówczas jeszcze przed tym pierwszym razem, kiedy to założyłam dres, buty i wybiegłam…Opowiadał o wspaniałej atmosferze, uśmiechniętych ludziach, rodzinnym klimacie. Mogę powiedzieć, że to głównie te wrażenia Jarka z parkrun pomogły mi w rozpoczęciu przygody z bieganiem. Odważyłam się w nim wystartować jednak dopiero mając 3-miesięczny „staż” biegowy i za sobą debiut na dystansie 10 km w Gdyni, czyli w lutym 2013 r. Spróbowałam i przepadłam na dobre, wciągając po drodze i nieco mimowolnie w te szalone sobotnie poranki większość rodziny. Dziś biegamy nadal oboje z Jarkiem (ja – 92 biegi, Jarek – 107), biega nasz Junior (68 biegów), moja Mama, niekiedy Jarka tata, kibicuje Marysia i już zapowiada, że na wiosnę chce sama wystartować. Parkrun to magia, na przestrzeni tych 3 biegowych lat miałam do niego różne podejście, czasem treningowe, niekiedy bojowe, ale najczęściej to po prostu relaks. Najważniejsze jest to, że parkrun jest…

rodzina skopczyńskich

Atmosferę, która wyróżnia inicjatywę na tle innych biegów podkreśla również Paweł Szwed – Jest sobota jest parkrun” – to hasło przewodnie dla Dominika i mnie. Nie wyobrażamy sobie, aby bez ważnego powodu nie uczestniczyć w sobotnim porannym biegu na 5 km. Dominik, jako że jest jeszcze bardzo młody (10 lat) nie wie, że można się zmęczyć i próbuje, co jakiś czas „bić życiówki”. Mi podobnie jak Dominikowi bardzo podoba się wspólne bieganie i otoczka całej imprezy – spotkanie z wspólnymi znajomymi oraz poznawanie nowych osób, które są pozytywnie zakręcone.

Co dał mi parkrun?

Lech Bożeński: „parkrun zmienia życie” takie krąży powiedzenie wśród biegaczy. Te słowa najlepiej oddają cały sens idei parkrun. Parkrun to coś więcej niż bieg. To jest coś niesamowitego co trudno nawet czasem opisać słowami, ale każdy kto choć raz wziął udział wie o czym mówię.

Maciej Gach: To temat rzeka i trudno w kilku zdaniach powiedzieć w skrócie, co zyskałem dzięki inicjatywie parkrun. Na pewno bez parkrunu nie poznałbym tylu wspaniałych ludzi, z którymi mogę dzielić biegową pasję i liczyć w razie czego na ich pomoc. Drugą ważną kwestią jest przede wszystkim to, że w ramach biegów parkrun mogę działać na rzecz lokalnej społeczności – propagując i zachęcając do rekreacyjnego odpoczynku. Oprócz tego, parkrun dał mi możliwość połączenia pasji z pracą. Wykonywanie tego, co sprawia satysfakcję, jest jednym z zalet naszego życia, gdyż wtedy wiemy, że nie marnujemy swojej energii na rzeczy, których nie lubimy.

Paweł Marcinko: parkrun dał mi wiele 🙂 Ale najwięcej dał przyjaciół. Dzięki parkrunowi poznałem masę wspaniałych, wartościowych ludzi. Takich z sercem na ręce, oraz do tańca i do różańca.

Andrzej Wyrzykowski: „Jest sobota i jest parkrun” to powiedzenie zna wielu biegaczy i trudno wyobrazić sobie sobotni poranek bez udziału w biegu parkrun. To jak narkotyk, przyzwyczajenie i jakaś dziwna siła, która przyciąga tak wielu ludzi aby spotkać się i wspólnie przebiec 5 km. Dzięki biegom parkrun poznałem wspaniałych ludzi.  Wydaje mi się, że tworzymy społeczność biegową a na pewno jesteśmy grupą ludzi pozytywnie zakręconych. Wspólne zainteresowania, cele i plany biegowe to łączy i tworzy niesamowitą atmosferę. Wspaniale, że ten bieg przyciąga biegaczy w tak różnym wieku. Niesamowite gdy biega wnuczek z dziadkiem, tata z synem czyli każdy odnajduje własną pasję lub wielką frajdę z porannego biegania. Dla mnie jest to duży ładunek pozytywnej energii co pozwala przetrwać codzienność do następnej soboty. Do zobaczenia na parkrunie 😉

Tomasz Jankowiak: parkrun dał mi możliwość biegania. To właśnie od tej imprezy zaczęło się moje bieganie, które trwa do tej pory. Parkrun dał mi szczęście, kiedy mogłem rozegrać dobry bieg, oraz pozwolił mi poznać gorycz porażki, kiedy coś nie wychodziło. Jak i również parkrun dał mi wspaniałych znajomych, którzy doskonale wspierają, motywują i cieszą się życiem.

Agnieszka Rupińska: parkrun zmusza do wcześniejszej pobudki. Wprowadza w życie pewien rytm: z rana bieganie, a po powrocie do domu sporo energii na całą resztę dnia. Motywuje do regularności w bieganiu, jak w tygodniu zabrakło czasu na jakiś trening to zawsze było chociaż sobotnie bieganie na parkrunie.

Ania Gruźkewska: Pierwsze co przychodzi mi do głowy to powód do porannego sobotniego wstawania 🙂 ale co ważniejsze miły początek weekendu spędzony w gronie sympatycznych ludzi. Poza tym możliwość poznania wielu ludzi, którzy z jednej strony tak różni, a z innej tak podobni do siebie.

Teresa Pietrzak: Parkrun stał się moim 3 treningiem w tygodniu i  stałym elementem mojego życia. Był czas, że funkcjonowałam od soboty do soboty. Jednak to co najwspanialsze to fakt, że PR to nie tylko: współzawodnictwo, ściganie, nowe i wspaniałe znajomości, ciekawe akcje, pomysłowo obchodzone święta. To bardziej „wydarzenie” niż samo bieganie.

Zibi Jakubek: parkrun…. „zaciągnął” mnie na niego kumpel. Do tego czasu biegałem ale bardzo niesystematycznie, ParkRun nauczył mnie właśnie tej systematyczniści. Dał też coś wiecej. Nauczył podchodzenia do biegania z głową, z odpowiednim podejściem do treningów.

Darek Lulewicz: Może to wydawać się trochę śmieszne, ale parkrun nauczył mnie przede wszystkim… wcześniejszego wstawania w sobotę. Poważnie! Wcześniej lubiłem sobie tego dnia dłużej pospać – w końcu należało mi się po ciężkim tygodniu – ale teraz nie potrzebuję nawet dodatkowej motywacji do zerwania się z łóżka w sobotnie poranki. Parkrun uczy więc też systematyczności, a także pomaga w sprawdzeniu stanu aktualnej formy.

Mirek Jasiński: Na początku parkrun dał mi cel. Przebiec 5 km, zmieścić się w pół godziny, pobiec życiówkę. Później wymusił zmianę poprzez wykształcenie nawyku „jest sobota, jest parkrun”. Dał mi też nową grupę znajomych i miejsca gdzie mogę pobiegać jak w domu (np. Parkrun Gorky Park w Moskwie).

Co parkrun zmienił w moim bieganiu?

Maciej Gach: Praktycznie wszystko. Wprawdzie wcześniej biegałem, ale było to truchtanie rekreacyjne i jedynie w wolnych chwilach. Dzięki bieganiu w parkrunie zacząłem biegać systematycznie, co zaprocentowało szybką poprawą wyników i udziałem z zawodach biegowych.

Paweł Marcinko: Kiedy zaczynałem biegać na parkrunie liczył się czas, nowa życiówka. Obecnie parkrun trakutję jako poranny, weekendowy rozruch w miłym towarzystwie. Oczywiście czasami jest ten dzień żeby powalczyć o lepszy wynik, ale nie jest to już najważniejszy cel.

Tomasz Jankowiak: Z pewnością usystematyzował. Jest powodem, dla którego chce mi się wstać w sobotę rano i iść pobiegać. Dodatkowo można powiedzieć, że dzięki Parkrun zyskałem trenera, który doskonale mnie prowadzi.

Agnieszka Rupińska: Parkrun to takie zawody dla przyjemności na których nie zawsze trzeba pędzić na swoje 100%. Jest zabawa, są fajni ludzie, to takie bieganie dla przyjemności. Parkrun zmienił moje nastawienie do biegania, nauczył, że nie zawsze liczy się czas w jakim się przebiegło, lecz liczy się atmosfera i dobra zabawa.

Ania Gruźlewska: Myślę, że zmienił. Przede wszystkim, co ostatnio zauważyłam razem z Arkiem, ciężko byłoby się samemu zmobilizować, żeby zrobić trening w takim tempie w jakim umożliwia to bieg z większą ilością uczestników. Biegnąc często stawiamy sobie jakieś cele. Np. chcę wyprzedzić tę czy tamtą osobę, więc obmyślam w głowie podczas biegu plan :). Pobiegnę swoim tempem, a na końcu przyspieszę, a może od razu spróbuję pobiec szybciej 🙂 Dodatkowo to dobry test na efekt cotygodniowych treningów 🙂

Zibi Jakubek: Myślę że parkrun był dla mnie bodźcem do mocniejszych trenigów co zaowocowało w przyszłości szybszym bieganiem oraz dłuższymi dystansami. Polecam każdemu początkującemu i nie jest ważne kim jesteś…i tak na pewno Ciebie to wciągnie…

Darek Lulewicz: Parkrun pozwala cieszyć się bieganiem, co rusz utwierdzając mnie w przekonaniu, że nie zawsze trzeba biegać na poważnie, że czasem ważna jest dobra zabawa, luz oraz możliwość spędzania czasu w towarzystwie innych osób, dzielących z tobą tą samą pasję.

parkrun Gdansk

Koordynatorzy parkrun

Lech Bożeński

Lech Bożeński: Czy ciężko być koordynatorem? Czasami naprawdę są takie soboty, że jakby na złość wszystko jest przeciwko nam, aż do tego stopnia, że czasami z bezradności stoimy i się śmiejemy, że tyle rzeczy naraz może nie zadziałać. Z perspektywy biegacza napewno wygląda to inaczej, ale są sytuacje stresowe. Jest grupa zapominalskich, która permanentnie zapomina indywidualnego kodu z cotygodniowym tym samym tłumaczeniem Czasami na mecie rozsypią się tokeny i wydajemy w złej kolejności, albo zawiesi się nam stoper, bądź ktoś dwa razy przebiega przez metę lub nie chce na mecie odebrać tokena lub rozładował się akumulator w samochodzie i jest ryzyko, że się spóźnimy na 9. Stres jest Ale na końcu mimo wszystko za każdym razem parkrun kończy się uśmiechami i ogromnym wsparciem i podziękowaniami od biegaczy dla wolontariuszy i znowu chcemy tu wrócić.

Maciek Gach

Maciej Gach: Patrząc z perspektywy tych czterech „parkrunnowych” lat, nie żałuję, że włączyłem się w ich realizację. Oczywiście bywają ciężkie chwile – zwłaszcza teraz, gdy za oknem jest zimno i szaro, a tutaj w wolną sobotę budzik dzwoni, bo na parkrun trzeba wstać. Warto dodać, że na początku było mniej stresu, niż obecnie. Inaczej organizowało się cosobotni bieg, gdy przychodziło 30-40 osób. Wiadomo, na starcie były same znajome twarze, rezultaty od razu wrzucaliśmy na miejscu i po dziesiątej rano miałeś parkrun z głowy.

Obecnie jest znacznie trudniej. Gdy na starcie stoi przed Tobą blisko 200 osób, nie jest się w stanie przewidzieć, czy coś niespodziewanego się wydarzy – zwłaszcza, że w kilka osób nie jest wcale łatwo ogarnąć, tak dużą masę ludzi. Poza tym często trzeba siedzieć do późnych godzin popołudniowych, aby wyeliminować pomyłki w wynikach. Jednak wszelkie mankamenty i trudności zanikają, gdy widzimy mnóstwo zadowolonych ludzi, którzy mogą w sobotni poranek rozpocząć dzień od pięciokilometrowej przebieżki.

Komentarze

Komentarze

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *