Bieganie ze słuchawkami czy bez?

– Serio? To w zawodach nie mogę wystartować z muzyką? Jaki bezsens! – padało wielokrotnie po mailu wysłanym przez organizatora półmaratonu w Gdyni do uczestników. Nie było oficjalnego zakazu w regulaminie. Jedni wzięli do siebie prośbę. Inni nawet nie przeczytali. Tym razem nie chodziło nawet o doping, a bezpieczeństwo. Pierwsze próby zakazu używania słuchawek próbowano wprowadzić w 2007. Niecały rok później kontrowersyjny zapis USATF, amerykańskiego związku lekkiej atletyki zmodyfikowano tak, by dotyczył tylko walczących o nagrody. Zresztą zwyciężczyni jednego z maratonu w Milwaukee Jennifer Goebel  cieszyła się nagrodą tylko przez chwilę. Jej rezultat został skreślony, gdy tylko w sieci ukazało się zdjęcie biegu z iPadem. W Gdyni, dyskwalifikacji nikt się nie musiał obawiać, zresztą, jak zażartowali niektórzy,

Początki biegania – słuchawki na uszy. Przecież jak długo tak można przebierać nogami przed siebie? Tylko kiedy skończyła się zebrana specjalne na trening składanka? Chyba musiało się coś popsuć, ominęło najlepsze utwory. Wtedy zdałam sobie jedno. Nie potrzebuję specjalnej melodii, gdy ruszam sama na trening. Po którymś kilometrze po prostu odpływam. Chyba lubię te dźwięki samotności. Czasami z biegowego snu wyrwą mnie oznaki bólu. Ciało nie lubi się męczyć. Zawsze szuka pretekstu by przestać.

Lepiej z muzyką czy bez? – nie zliczę ile razy otrzymałam takie zapytanie. To zależy – raczej nikt nie lubi tej odpowiedzi. Tylko, jeśli dla niektórych to jedyny sposób na mobilizację. Możliwość przyzwyczajenie organizmu do wysiłku, to czemu nie. Muzyka jest swego rodzaju dopingiem psychologicznym. Mówi się – poprawiającym też jakość biegu. Dlatego na niektórych imprezach, zwłaszcza zagranicznych, używanie słuchawek bywa zakazane. Grunt to znać umiar. Jak we wszystkim. Nie stwarzać zagrożenia. Widok biegacza ze słuchawkami na ścieżce rowerowej na deptaku nadmorskim to niestety norma.

Bo słuchać muzyki też trzeba umieć, jeżeli łączy się tą przyjemność z bieganiem albo jazdą na rowerze. Ja zawsze jak słucham muzyki to mam ściszoną do maksimum, mało tego słuchawki zwykle nie są wepchnięte ma maksa w uszy aby je zatkać. I słyszę wszystko co dzieje się dookoła, nie przeszkadza mi to nawet w rozmowie. To samo dotyczy się muzyki w aucie. Nigdy nie mam włączonej na maksa, właśnie po to aby móc słyszeć karetkę lub inne sygnały. Przez głupotę innych ludzi faktycznie powstają zakazy i to jest przykre, bo wszystko można robić ale z głową. – dobrze podsumowała Agnieszka Rupińska po biegu.

W Gdyni dochodziło do sytuacji, które opisał Krzysiek Kolatzek w komentarzu –  Gdy nasza grupa się przebijała, jechała karetka czy wózek, nikt z tych ze słuchawkami nie reagował, na szczęście biegli obok nich ludzie bez słuchawek i to oni musieli ich budzić by nie stwarzali zagrożenia, i nie utrudniali innym biegu.

Lubię doświadczać. Wytężać zmysł słuchu na szlakach i startach. Pierwszy maraton, sierpniowy Solidarności, zabierz muzykę – radził Bulee. Długa prosta na Westerplatte zabija – dodawał. Nie wzięłam. Nie żałowałam. Nie słyszałabym wszystkich słów dopingu. Na trasie pojawiły się osoby, których nawet bym się nigdy w życiu nie spodziewała. Nie tylko okrzyków wsparcia od nich, czasem również od nieznajomych. Są też imprezy takie jak Berlin Marathon, gdzie ze słuchawkami na uszach, można przegapić naprawdę wiele. Całą magię maratonu. Zresztą starty, zwłaszcza te „rekreacyjne”, to świetna okazja do poznania nowych ludzi. Wymiany wrażeń. Bywa bowiem, że choć nie znasz kogoś na starcie, to po kilku km, gadasz jak z najlepszym kolegą.

Podobnie las czy góry. Miejsce, gdzie potrafię odpocząć jak nigdzie. Liczy się tu i teraz. Śpiew ptaków, szum drzew, a nawet lubię też te dźwięki podnoszące poziom adrenaliny. Dające znać – stadko dzików jest w pobliżu. Łatwo skręcić o jedną ścieżkę za daleko. Nie wyobrażam sobie ganiana po nich ze słuchawkami. Pokuszę się nawet, ze względów bezpieczeństwa. Choć piękne to miejsce, to dotychczasowe doświadczenia skłaniają – lepiej mieć się na baczności.

bsbsIMG_4365

Niegdyś chciałam zagłuszać swoje myśli dźwiękami na dobrze znanych ścieżkach nadmorskich. Trasami przemierzana po raz kilkusetny. Ostatnio znalazłam nową metodę, jeśli to trening typowo wytrzymałościowy, skręcam podążając dotąd nieznanymi ścieżkami. Poznając nowe zakątki. Czasem budowle, ostatnio natrafiłam na odłownię dzików.

Komentarze

Komentarze

One thought on “Bieganie ze słuchawkami czy bez?

  1. Od momentu przegranego Biegu Niepodległości w Listopadzie biegam już na zawodach bez muzyki. Nauczyłem się mobilizować bez muzyki. Zresztą zaczęła mnie już nudzić i męczyć. Bez muzyki mam większy kontakt z ludźmi i otoczeniem na zawodach.
    Jedna dość istotna uwaga. Czasami zamiast zakazów, dobrze byłoby, żeby organizatorzy zadbali o organizację pracy na trasie biegu. Wolontariusze byli źle ustawieni na punktach z wodą. Nie wprowadzono stolików po obu stronach trasy. Pomimo bardzo wielu niepowodzeń organizatorskich i paru wpadek, większość komentarzy jest niepokojąco pozytywna. Zamiast dopingować organizatorów do lepszej jakości, pozwalamy im spocząć na laurach i ubierać się w piórka. Smutne to ;-).

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *