Bez niespodzianek. Wycieczka biegowa Tczew – Gdańsk

Niedziela. Budzik dzwoni kilka minut po 4 rano. Może by tak jeszcze wrzucić drzemkę? Tylko jeśli zaśpię? Przegapię dobrą zabawę. No i logistycznie wszystko było dopracowane. Samochodem do Gdańska Głównego, pociągiem do Tczewa, a powrót biegiem. Po raz pierwszy taką wycieczkę zorganizowaliśmy 2 lata temu. Wówczas usłyszałam, że jesteśmy nieracjonalni. Na szczęście teraz nie brzmiało to zaskakująco. Choć może godzina nie bardzo ludzka. Do pokonania ok. 38,3 km, a ekipie zależało by wrócić jeszcze przed południem. Ruszaliśmy w ramach ostatniego wybiegania przed zbliżającym się Harpaganem. W składzie: Zbyszek, Paweł oraz Sylwek.

Nie było co zwlekać, tylko się zbierać. Na odrobinę lenistwa pozwoliłam sobie w sobotę. Miałam wystartować w biegach górskich w Gdyni, odpuściłam. Czułam, potrzebuję odpocząć. Nie wylegiwałam się. Zameldowałam się na parkrun w roli wolontariusza, a po nim także pokibicowałam dziewczynom startującym w lidze przełajowej. Tradycyjnie wyszłam z domu na godzinę, a wróciłam po pięciu. Nie biegałam, zegarka nie wzięłam ze sobą. Spędzając dzień bez presji czasowej bycia tu czy tam. Choć sportowych imprez w tym dniu nie brakowało. Pozwoliłam sobie wjechać windą, nie pokonując schodów na 10 piętro, zjadłam kawałek czekolady, a popołudnie spędziłam przy książce. Ani razu nie zerkając na listę rzeczy do zrobienia. Tyle mówi się o treningu, a tak rzadko o odpoczynku – pamiętam jak wielokrotnie powtarzał to Prof. Wojciech Ratkowski podczas spotkań na AWFiS. Mój tryb życia bywa szalony, sama sobie wybrałam te ścieżki.

tczew-gdansk

Bilet na pociąg w jedną stronę. Grupowy, zabawnie opisany: „Ty i raz, dwa, trzy”. Jak wyjedziesz za miasto, nie ma czy chce czy nie chce ci się, trzeba wrócić. Z Tczewa wiedzie malowniczy szlak Motławski. Tym razem jednak inną trasę, co jakiś czas spotykającą się ze szlakiem, wyznaczył Zbyszek Korduła. Po drogach utwardzonych. Wgrał do Suunto, dzięki czemu nie było obaw o nawigację. W razie co w moim zegarku też była. Co jakiś czas tylko Paweł postulował, zna lepsze warianty drogi.

gdansk - Tczew

Prognozy wskazywały na ok. 12 stopni. Tyle, że z rana dało się odczuć przymrozek. Kurtka okazała się być niezbędna. Nauczona innymi wyprawami w zapasie zabrałam też bluzę. Już w drodze napawałam się widokiem wschodzącego słońca. I polami. Choć na co dzień nie wyobrażam sobie życia poza miastem ze względu na dojazdy, to w wolnych chwilach nie pogardzę takimi wycieczkami.

Wspominaliśmy, tę sprzed 2 lat. Niezwykle siłową. Błotnistą. Samo podniesienie nogi, gdy buty pełne były dodatków, było dobrym treningiem. Do tego pobłądziliśmy. Tuż za Tczewem jak dziwaki wypytywaliśmy – „przepraszam, którędy do Gdańska?”. Nie wiadomo nawet jakim cudem wybiegliśmy w Przejazdowie. Pamiętna wyprawa…

Biegiem z Tczewa do Gdańska
W styczniu 2014

Tym razem było sucho. Bezchmurnie i pięknie o poranku. Dzięki temu trzymaliśmy zakładane tempo, a nawet zdarzało się biec odrobinę szybciej.

bs12938367_925214800880202_2749617702688156450_n

Gdzieniegdzie przez pola pędziły sarny. Dodając uroku wycieczce. Ku zaskoczeniu obyło się bez niespodzianek. Paweł potrafił zagadać wszystkich, a kilometry mijały przyjemnie. Po ponad 38 km zameldowaliśmy się ponownie przy samochodzie. Co cieszy bez większych dolegliwości.

Wszystko wskazuje na to, że własnie ze Zbyszkiem i Pawłem znów ruszę na trasę TP100 Harpagana. Po wymarzony tytuł sięgnęłam w październiku, ale czuję niedosyt. Teraz zamierzam nie popełnić tych samych błędów. Zobaczymy co ufundują nam rejony Bytowa.

12472430_1028719903887643_2329302631154007126_n

Komentarze

Komentarze

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *