Bieg o wschodzie słońca

Nie jest nowością, że na szlakach bywam już przed wschodem słońca. Lubię spać, ale chyba jeszcze bardziej zatracać się w barwach poranka, zwłaszcza, gdy wszystko wskazuje – będzie pięknie. Zazwyczaj słyszę – „wariatka”, czasami – „zazdrościmy widoków”. O urokach tej pory dnia można mówić wiele. Najlepiej to jednak zobaczyć. Zatrzymać się na chwilę i poczuć – to jest ten moment w którym można wszystko. Chodziło o zmotywowanie kilku osób do porannego wstania, by nie zazdrościły, lecz same doświadczyły. Tak zrodził się pomysł „Biegu o wschodzie słońca”.

bsbsIMG_8561

Start o 4:55 dla niektórych brzmiał jak żart. Mimo to zainteresowanych przybywało. Niektórzy nie dowierzali sami w co piszą – deklarowali „będę”. Tocząc mniejszą bądź większą wojnę z własnym lenistwem. Byli i tacy co by dotrzeć na miejsce z domu wychodzili już kilka minut po 4. Myśląc – pewnie zbyt wielu to nas nie będzie. Tym bardziej radość zawitała na widok ponad 20 osób. Zaspane oczy szybko ustąpiły zachwytu, gdy słońce zaczęło wynurzać się za horyzontem. Dla tego momentu warto było odkleić głowę od miękkiej poduszki. I zawsze warto. Ma w sobie magię i piękno. I jakoś tak łatwo jest marzyć. Kreować nowe cele.

bieg o wschodzie slonca

Po pierwsze – wstałeś/aś. To daje już odrobinę satysfakcji i zadowolenia. Po drugie – masz cały dzień przed sobą. Nie bijesz się z myślami – wypadałoby pobiegać. Masz już to z głowy. W dniu takim jak dziś – wolnym, dodatkowym argumentem było – wrócicie do domów nim reszta domowników zacznie podnosić głowę. Na niektórych zadziałało.

bsIMG_8580

Nie mam zamiaru rozprawiać o wyższości porannego biegania nad wieczornym. Z fizjologicznego punktu widzenia nasz organizm pracuje inaczej. Po prostu czasem warto dać sobie odrobinę wytchnienia. Bez zbędnych „za wcześnie”, „za zimno”.

Witając nowy dzień pobiegliśmy plażą w stronę Nowego Portu. Bez pośpiechu. Przy latarni tłoczno. Wędkarze zapełniali swoje wiaderko śledziami. Z zadziwieniem przyglądaliśmy się z jaką łatwością im idą połowy.

Fot. Paweł Marcinko http://runsofun.pl

Wróciliśmy na molo. Dla uczestników zabrałam ciastka owsiane, a i inni przynieśli herbaty w termosach czy rogaliki. Nie brakło chętnych do kąpieli w wodach Zatoki. Okruchami zajął się Lupus, bardzo zaspany. Ciastka okazały się poprawić mu humor.

Fot. Paweł Marcinko runsofun.pl

Po treningu Karolina napisała – „Dobrze, że jesteś szalona. Piję kawę i patrzę jak mój Mały śpi- bezcenne.” Zaś Pia dodała: „really, Agata, it’s days like this and ideas like yours which give one a reason to smile so thank you”. Czasem szczypta szaleństwa, no dobra łyżeczka, choć nie wiem czemu panowie uważają – pustynia, pozwala ubarwiać codzienność. Radość innych sprawiała, że uśmiech z twarzy nie schodził i mi. Ziarnko zostało zasiane. Zainteresowanie porannym wypadem jest spore. Z racji otrzymywania kolejnych zapytań, potwierdzam – tak, będą kolejne.

Na koniec dnia czekało jeszcze ognisko z biegaczami. Dzień zaliczyć można do tych idealnych.

ognisko

Komentarze

Komentarze

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *