Cyfry czy przygoda? Bieganie jest dla każdego

Bieganie powinno łączyć czy dzielić? Kto ma prawo nazwać się biegaczem? Kiedy to jest zdrowe, a kiedy ryzykowne? Gdzie powinna być granica? Niepokojące są obserwacje zachowań biegaczy w sieci. Zapomnieliśmy o wzajemnym szacunku? Maratony nie dla wszystkich, ultra – dla wybranych, to pojawiające się postulaty. Które rozróżnić mają tych prawdziwych biegaczy od „męczenników ” tylko sobie szkodzących.

W jednym ze swoich wpisów napisałam – tam gdzie wszystko kręci się wokół cyfr, mało jest przyjemności. Nie zagubmy się w nich. Nie można oceniać człowieka przez pryzmat cyfr. Każdy biegacz ma swoją historie i możliwości. Większy bądź mniejszy poziom wytrenowania i doświadczenia. Czas bądź też jego brak na treningi. Tak, tak mawia się – nie ma czegoś takiego, tylko kwestia dobrego zorganizowania. Nie zawsze jest tak kolorowo. Bieganie stało się masowe. Rozwinęło się dzięki amatorom, którzy po prostu chcą. Po tytuł „maratończyka” sięga coraz większa liczba osób, którzy uwierzyli – te liczby brzmią tylko tak strasznie. Podobnie z biegami ultra. W każdej z imprez obowiązują limity. Sumienne lub nieprzestrzegane przez organizatora. I właśnie o nie ostatnio toczy się coraz większa batalia słowna. Są zbyt duże? Tak uważają co niektórzy. Nie odbiegają jednak specjalnie od tych z innych światowych imprez.

Mówią – to w trosce o zdrowie, zbyt wielu nieprzygotowanych bierze udział. To racja. Często na własne życzenie niektórzy robią sobie krzywdę. Tyle, że nie każdy wolniejszy biegacz to ten nieprzygotowany. O co więc tak naprawdę chodzi? O czyjeś ego? Bo ten biegnący na 3 godziny i 5 dostał taki sam medal? Serio?

Na co dzień mam styczność z różnymi ludźmi. Zapatrzonymi na rekordy, biegającymi dla przyjemności i tych, których celem jest tylko ukończenie. Obserwuje jak się zmieniają. Łamią swoje bariery. I wcale nie chodzi o te 40 min na 10 km czy 3 godziny w maratonie, które maja oznaczać poziom biegacza. Są inne – godzina, 55 min, 50 min… czy też 4:30, 5:00… Dużo lepiej widać to z perspektywy pacemakera. Bywam nim ostatnimi czasy dość często. Prowadzę maratończyków i półmaratonczyków, bywa koordynuję całą grupę. Na 4:15, 40, 45, a także 5:00 też są potrzebni. I tak, oni wciąż biegną, tyle, że innym tempem, nawet jeśli dla „szybkich” – „spacerowym”.

pacemaker

Znam piękne historie maratońskie pełne przyjaźni i miłości. Choćby wspaniały debiut Kasi w rocznicę ślubu czy walka Maćka przy wsparciu Pawła o złamanie 5-ciu godzin na królewskim dystansie. W końcu kilometr w 3 czy 6-7 minut, to wciąż kilometr. Wystarczy tylko szacunek, dla każdego biegacza. Nigdy nie słyszałam dotąd by czołowym zawodnikom przeszkadzał fakt, że ktoś przybiega na metę kilka godzin po nich. No może poza drobnymi narzekaniami, bo na dekorację muszą czekać. Czasami jednak te odbywają się w trakcie, więc nie ma o czym mówić.

Zachęcajmy – nie zniechęcajmy do treningów i badań. Motywujmy. Doradzajmy, nie obrażając nikogo nazywając „pseudomaratończykiem” czy „pseudoultrasem”. Ustalajmy sobie cele, nie odbierając im innych. Pamiętajmy, zazwyczaj startujemy w imprezach dla amatorów, otwartych dla każdego. Róby to co sprawia nam satysfakcję. Jedni zawalczą o miejsce, drudzy stoczą swoją własną walkę z czasem, a inni chcą po prostu przeżyć przygodę. Czegoś doświadczyć. Podziwiać każdy mijany krzak, skaczące sarenki, krajobraz wprowadzający w stan błogostanu, czego być może pierwsze osoby nie dostrzegły. Skup się na wyniku, trenuj sumiennie – jeśli ci na tym zależy. Uszanuj też tego, który się tym po prostu bawi. Niech chodzi w koszulce „finishera”, z medalem na szyi, nawet jeśli metę minął dużo po Tobie. Niech jest podziwiany wśród swoich znajomych. Niech jest bohaterem dla swoich dzieci czy rodziny. Być może zainspiruje kogoś, kto właśnie dzięki niemu założy buty i ruszy na swój szlak. I zapamiętaj, nie zawsze ten na końcu peletonu jest maruderem. Ta cecha nie ma nic wspólnego z prędkościami, a z człowiekiem. I serio, to często wśród czołowych zawodników (nie wszystkich) słychać jakieś bo…bo pogoda przeszkodziła, trasa wymagająca i słabo oznaczona (choć może w ferworze walki nie zauważyli oznaczeń).

Jeśli ktoś chce spróbować swoich sił nieprzygotowany, nie słuchając sugestii, niech próbuje. Być może musi się sam sparzyć, by zrozumieć. Zapewne na tym biegu nauczy się najwięcej. Kto z nas nie popełniał błędów „początkującego”? Zaś jeśli najbardziej boli ta radość wolniejszego od siebie z ukończenia danego biegu, to najzwyczajniej zastanówmy się sami nad sobą. I może po prostu zacznijmy się cieszyć z własnych osiągnięć. Tak prosto, zwyczajnie. W końcu największa radość jest w prostocie.

Komentarze

Komentarze

One thought on “Cyfry czy przygoda? Bieganie jest dla każdego

  1. Oczywiście, że bieganie jest dla każdego i w każdym wieku można rozpocząć tę piękną przygodę. Moim zdaniem najważniejsza jest przygoda. Kilometry przychodzą same w trakcie tej przygody, a i tak na pierwszym miejscu powinna być dobra zabawa, uśmiech i spontaniczne bieganie – trenowanie. Bieganie jest niesamowite i świetnie działa na organizm i duszę, więc polecam każdego ten sport. Bardzo fajny wpis i blog. Pozd. Kamil 🙂

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *