Biegać w grupie czy w samotności?

Bieganie, choć sport indywidualny, potrafi wciągnąć ze względu na ludzi. W swoim otoczeniu sama jestem w stanie znaleźć kilka osób, które powiedzą – nie lubię tej aktywności, ale okazji do spotkania nie odpuszczą. Czasem odrobinę pomarudzą. Spytają się – czy aby na pewno musimy. Po kilku kilometrach – czy daleko jeszcze. Ponarzekają, znów tyle pod górę. Masz jednak pewność – pojawią się znowu, na kolejnym treningu/wycieczce.

Bieganie samemu pozwala na przemyślenia, poruszanie się tempem idealnym dla nas, bywa, z mniejszą liczbą ograniczeń czasowych i dystansowych. Po prostu wychodzisz z domu i ruszasz przed siebie. Nie czekasz aż ktoś inny będzie mógł/mogła. Skręcasz w ścieżkę w którą zaprowadzą cię nogi, gdy umysł się już wyłączy. Oczywiście, jeśli nie realizujesz konkretnego planu treningowego. Poprzebywasz trochę ze sobą, w ciszy – tak lubię najbardziej. Najlepiej tej leśnej, z odgłosami przyrody. Poukładasz sobie plan na dzień/ tydzień. Być może wymyślisz kolejny szalony pomysł. Ustalisz nowy cel. Oczyścisz myśli. Udowodnili to naukowo. Jak wspomniał to na jednym z wykładów Profesor Ciechanowski: „w czasie intensywnego wysiłku objętość przepływu krwi zwiększa się 5-krotnie. Można powiedzieć, z tego powodu cierpią nerki, gdyż znacznie zmniejsza się przepływ nerkowy, a znacznie wzrasta przepływ przez mięśnie, ale co jest istotne wzrasta przepływ mózgowy. W czasie biegu przepływ mózgowy wzrasta o ok 40%. Stąd mniej więcej po 3 km wszystkie myśli są jasne i oczywiste. Pewnie dlatego często słyszy się, że jeżeli problemu nie udało się rozwiązać w ciągu godzinnego biegu, to znaczy, że jest on nierozwiązywalny.”

lesne bieganie

Lubię taką samotność. choć chyba zdecydowanie bardziej wolę wracać z biegania, po którym często bywa boli brzuch od śmiechu. Po którym przywołujesz sytuacje, na których tylko myśl, uśmiech nie schodzi z twarzy. Które zapewne doświadczane indywidualnie, nie budziłyby takiego rozbawienia. Gdy okazuje się, skok przez rzeczkę, droga na skróty kończąca się przedzieraniem przez krzaczory, spotkanie dzików czy też kilometry pokonywane w ekstremalnych warunkach pogodowych, wspólnie, pozostają w pamięci na dłużej. Gdy już myślisz, nie dasz rady, a jednak dajesz. Odzywa się ta ta część ciebie, która nie chce byś uchodził za cieniasa. W grupie bowiem najłatwiej o motywację! Wzajemne napędzanie się. Tu jednak trzeba być ostrożnym.

Bieganie w grupie to pewne ryzyko. By je ominąć, znajdź taką właściwą dla siebie. I tego, co ważne w bieganiu dla ciebie. Praca z różnymi biegaczami nauczyła mnie, najcenniejsza dla mnie – to ta w której rywalizacja schodzi na dalszy plan. Wspólne przemierzanie kilometrów, które przeradza się w wyścig, na dłuższą metę bywa zgubne. Ciągłe gonienie doprowadzi do wypalenia bądź kontuzji.

>nocne2

Dlatego uwielbiam nasze wtorkowe nocne bieganie z wilkami i czołówkami czy też weekendowe wycieczki po Trójmiejskim Parku Krajobrazowym. Gdzie nikt nie ma problemu, w razie potrzeby krzyknięcia – zwolnij. Gdzie czekamy na każdego. Gdzie każdy może być pewny – sam w lesie nie zostanie. Jasne, gdy grupa jest bardzo liczna – dzielimy się, jednak nikt nigdy, nie pokonuje trasy w pojedynkę. Przemierzmy dystans spokojnym tempem, w zależności od stopnia zaawansowania akurat obecnych. Mamy swojego „Stefana”, który zawsze zamyka stawkę i na którego czekamy na każdym zakręcie. W końcu jak mawiają trenerzy – by biegać szybko, trzeba się też nauczyć biegać wolno.

Na tych spotkaniach, nie skupiasz się na tym, czy w lesie jest straszno, jeśli boisz się sam ruszyć na ścieżkę. Nie pobudzasz do pracy swej wyobraźni. Nie martwisz się, jeśli orientacja w terenie nie jest twoją mocną stroną. Tylko zagadujesz się. O planach, zbliżających się startach, bądź też po prostu innych życiowych kwestiach. Godziny zamieniają się w minuty. Dodatkowo wszyscy dzielą się swoimi doświadczeniami, które być może kiedyś sam/a wykorzystasz. I choć na co dzień jesteśmy różnymi ludźmi, zdarza się, z różnym nastawieniem do życia, to pasja łączy. Nawet jak ci się nie chce, pójdziesz na trening. Wiesz bowiem, będzie ci żal, gdy zobaczysz wspólne foty, czy też coś komuś miałeś/aś przynieść, albo ktoś obiecał przynieść zrobione przez siebie smakowitości.

Można być też pewnym, dołączanie do biegowej grupy, nie kończy się tylko na wspólnych treningach. Narodzą się w niej przyjaźnie. Będziesz miał/a zawsze grono osób, które będzie ci kibicowało. Bez względu na twój poziom sportowy. Nawet jeśli nie na trasie, to śledząc wyniki online. Znajdziesz ludzi, na których zawsze można liczyć. Z którymi po prostu, przyjemnie będzie spotkać nie tylko na trening. Którzy pomogą w realizacji wydawałoby się abstrakcyjnych pomysłów. Biegowy świat, nie kończy się tylko na przemierzanych kilometrach. I jeśli masz obawy przyłączyć się do jakiś grupowych spotkań, uznając, jesteś za słaby/a, to uwierz, trafiając na odpowiednich ludzi  – nigdy z nimi tak nie pomyślisz. Nie pozwolą ci. Już pisałam to wielokrotnie, to co w bieganiu dla mnie jest najfajniejsze – to ludzie, których dzięki niemu poznałam.

Komentarze

Komentarze

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *