Jedyne co utkwiło w mojej pamięci, to pomarańczowy kolor tartanu – Maciej Jankes o 100 km na bieżni

Przebiec 100 km, to wyzwanie dla ciała i umysłu. Pokonać 100 km na 400 m pętli, to już prawdziwa wojna dla głowy. Maciej Jankes to jeden z uczestników badań prowadzonych przez Profesora Wojciecha Ratkowskiego na AWFiS w Gdańsku, w ramach których zawodnicy przemierzali 250 pętli po torach przyuczelnianego stadionu. Maćka spotkać też można często w roli pacemakera podczas półmaratonów i maratonów w Polsce.

W listopadzie ukończyłeś 100 km na stadionie (250 pętli), jak „oszukać” głowę by zmusić ciało do takiego wysiłku?

Maciej: Chcę podkreślić, że to moja pierwsza setka w życiu, a 250 okrążeń na stadionie to prawdziwa wojna myśli. Trafne stwierdzenie – „oszukać głowę”, uważam że bez tego nie da się osiągnąć sukcesu. Najważniejsze by nie dopuścić do siebie negatywnych myśli podczas kryzysów, których nie da się uniknąć. W takich chwilach często zadaję sobie pytanie: „po co Ci to?” , „nie lepiej było zostać w domu?” Osobiście w tych ciężkich momentach „oszukuję głowę” myślami o przyjemnych rzeczach, o rodzinie, o tym co zjem na mecie, o dużej pizzy, o zimnym złocistym napoju. Zdarza się, że często nucę pod nosem piosenki disco polo 🙂 (śmiech), każdy sposób jest dobry, byle był skuteczny i odwracał uwagę naszego buntującego się umysłu.

Skąd pomysł na start?

Maciej: O starcie dowiedziałem się z portalu społecznościowego i decyzja była natychmiastowa „jadę”. Był to wyjątkowy start, ponieważ organizatorem był pan profesor dr.hab.Wojciech Ratkowski Mistrz Polski w Maratonie z Dębna z 1984 roku.

Niektórzy słysząc to żartują, nie kręciło Ci się w głowie?

Maciej: Nie było z tym problemów, choć słyszałem od chłopaków że niektórym podczas biegu błędnik wariował 🙂

Przez cały czas trwania biegu krajobraz się nie zmieniał, nie wydawało Ci się to nudne?

Maciej: Faktycznie krajobraz przez te 100 km się nie zmieniał :), od czasu do czasu za płotem stadionu można było zobaczyć spacerujących właścicieli czworonogów, spoglądających na nas z podziwem. Nie da się ukryć że brakowało nam kibiców , (każdy kto startuję w zawodach biegowych wie o czym mówię). Pogoda również nas nie oszczędzała, było zimno, wilgotno, nad stadionem wisiała mgła, przez chwilę wyszło słońce, na około 30 km do mety zaczął padać deszcz, zrobiło się znów ciemno i zimno. W głowie przewijała się piosenka November Rain, Guns N’ Roses, która świetnie pasowała do panującego klimatu. Jedyne co utkwiło w mojej pamięci, to pomarańczowy kolor tartanu.

Nie miałeś ochoty zejść na każdym kolejnym okrążeniu?

Maciej: Pierwszy poważny kryzys dopadł mnie na około 67 km. Skłamałbym gdybym powiedział  że nie chciałem wtedy zejść. Resztę biegu rozgrywałem w głowie i wiedziałem, że nie mogę sobie na to pozwolić Każde kolejne okrążenie było dla mnie trudne i hartowało mój charakter.

Czym są dla Ciebie biegi ultra?

Maciej: Choć dopiero zaczynam swoją przygodę z biegami ultra, to śmiało mogę powiedzieć, że to jest to, co chce robić w najbliższej przyszłości. Biegi ultra to coś wyjątkowego, to „stan umysłu”, którego nie da się doświadczyć na krótszych dystansach. To przekraczanie kolejnych barier własnego wysiłku fizycznego i psychicznego. Często się słyszy, że ultra zaczyna się nogami a kończy głową… i coś w tym jest 🙂

maciej jankes

Jak rozpoczęła się Twoja przygoda z bieganiem?

Maciej: mój pierwszy start był na dystansie 10 km w 2013 roku w małej miejscowości pod Bydgoszczą. wystartowałem bez żadnego przygotowania , a namówił mnie mój przełożony z pracy. Wykręciłem wtedy chyba dobry czas bo 46:31. Pamiętam ,że długo dochodziłem do siebie po tym biegu. Kolejny start był rok później na tej samej imprezie a co ciekawe nic nie biegałem przez ten czas. regularnie zacząłem biegać dopiero od stycznia 2015 r.

– Dość często w zwodach można Cię spotkać w roli pacemakera. Dlaczego tak chętnie startujesz jako przysłowiowy „zając”?

Maciej: To pytanie mógłbym równie dobrze zadać Tobie (śmiech) A tak poważnie, to możliwość startów jako „zając” daje sporo radości i satysfakcji ,patrząc na biegaczy którzy przekraczają metę z kolejną życiówką. Pacemakerzy w imprezach biegowych są traktowani wyjątkowo, sporo ludzi podchodzi i pyta jaka taktykę będę stosował, patrzą na Ciebie z podziwem. Jest to bardzo miłe. Osobiście jest to też dla mnie bardzo dobry trening, gdzie z góry zakładam sobie odpowiednie tempo i tego się trzymam. Na zawodach gdy nie biegnę jako zając nigdy nie udaję mi się trzymać założonego tempa zawsze wyrywam do przodu i gnam ile wlezie.

Poza bieganiem chyba trenujesz jeszcze hokej?

Maciej: tak, poza biegami jest jeszcze moja największa, niespełniona miłość- hokej na lodzie.  Zimą gdy przychodzi okres roztrenowania, aktywnie czas spędzam na treningach hokejowych, które wpływają na moje lepsze przygotowanie do sezonu biegowego. Na co dzień reprezentuję barwy klubowe Poznańskiej drużyny HCP i gram w 3 lidze PZHL.

Komentarze

Komentarze

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *