Jestem w pewnym sensie wariatem. Oszalałem na punkcie ultra – Łukasz „Zwolo” Zwoliński

Łukasza Zwolińskiego, znanego jako „Zwolo” spotkać można na wielu imprezach ultra. Zazwyczaj troszczy się o zawodników na trasie. Przybija piątkę, pomaga na punkcie odżywczym. Sam też startuje, choć nie powinien, jest świadomy ryzyka i bierze je na siebie.

Ośmielę się powiedzieć, że wpisałeś się w krajobraz polskich biegów ultra. Można Cię spotkać na licznych kultowych już zawodach jak Bieg Rzeźnika czy też Ultramaraton Bieszczadzki, Dolnośląski Festiwal Biegów Górskich, a także na niemal wszystkich imprezach ultra na Pomorzu. Częściej w roli wolontariusza/organizatora, choć sam też startujesz. Co takiego motywuje Cię by jechać na drugi koniec Polski po to, by przybić piątki biegaczom na trasie?

Zwolo: Jestem w pewnym sensie wariatem. Oszalałem na punkcie ultra. Mają one dla mnie metafizyczny wymiar i cały czas staram się je odczarować. Pomimo wielu prób jeszcze mi się to nie udało. Ale największą motywacją są dla mnie ludzie których spotykam i poznaję, oraz panująca na tych biegach atmosfera. A dlaczego jeżdżę na wolontariat?
Bycie wolontariuszem niewiele różni się od bycia zawodnikiem. To jest często taki sam ultramaraton. Dodatkowo na wolontariacie potrafię naładować się energią znacznie bardziej niż startując w zawodach. Kiedy szczerze otwieramy się na drugiego człowieka pomagając mu w osiągnięciu celu, kiedy obserwujemy z jaką determinacją potrafi on walczyć z własnymi słabościami, przeżywamy refleksje. I to one pozostaną nam w głowie. Otrzymamy dzięki nim dużą dawkę pozytywnych emocji oraz motywacji.

To prawda, ultra ma magię, którą ciężko opisać, trzeba ja poczuć, a pamiętasz swój pierwszy start na długim dystansie?

Zwolo: Tego się nie zapomina. Debiutowałem w Bieszczadach. Gdy pierwszy raz pobiegłem UltraMaraton Bieszczadzki było mokro, pochmurnie i wilgotno. Przez większość czasu biegliśmy we mgle, widoczność była ograniczona do trzydziestu metrów. Samotność, oraz bliskość natury jaką wtedy poczułem w pewnym sensie mnie zmieniła i ukształtowała. Wkroczyłem do innego świata. Poczułem się trochę jak w bajce i wiedziałem, że to jest właśnie to co w najbliższym czasie chce robić.

;zwolo

Ultra, to także trochę nadwyrężanie swojego organizmu, znając Cie już trochę, mam wrażenie, wiesz, kiedy powiedzieć sobie dość i zwyczajnie zejść z trasy? Zapewne nie są to też łatwe decyzje?

Zwolo: Ultra nie jest do końca zdrowe. Kiedyś myślałem że jestem niezniszczalny i mogę zrobić wszystko. Jednak tak nie jest. Każdy ma swoje granice. W przeciągu ostatniego roku odczułem to dość mocno na własnej skórze.
Zejście z trasy nigdy nie było dla mnie łatwą decyzją. Zawsze miałem problemy z odpuszczaniem. Za każdym razem zadawałem sobie pytanie, czy na pewno muszę to zrobić. Myślę, że to boli mocniej niż sam ultramaraton. Jednak są momenty w których głos rozsądku dominuje nad ambicją. Zdrowie jest najważniejsze i powinno być ono naszym priorytetem. Nie warto go narażać dla wyzwania, które możemy zrealizować w późniejszym terminie.

W temacie zdrowia zgodzę się z Tobą w 100%, łatwo je stracić, trudno odzyskać. Jakie były najcenniejsze lekcje, które wyciągnąłeś ze startów w biegach ultra?

Zwolo: Ostatni rok był dla mnie prawdziwą lekcją pokory. Myślę, że większość biegaczy amatorów przeżywa prędzej czy później podobny okres. Nazwijmy go „przetrenowanie”. U każdego może on różnie wyglądać, ale zazwyczaj prowadzi do dłuższej przerwy od treningów.
Na jesieni w 2015 roku poczułem pierwsze symptomy tego stanu. Gdy wynik biegu na dziesięć kilometrów miałem o trzy minuty słabszy od zakładanego z realizowanego planu treningowego. Wtedy zamiast odpoczywać, zwiększyłem objętość treningową. Katowałem się bardzo mocno przez trzy lub cztery miesiące, robiąc pięć, a nawet sześć intensywnych treningów w tygodniu, dodatkowo robiłem tyle samo treningów uzupełniających. W ciągu jednego dnia potrafiłem zrobić trzy treningi dokładając do nich saunę. W końcu mój organizm się zbuntował i zacząłem chorować.
Kiedy wreszcie zdałem sobie sprawę z tego, że przesadziłem, postanowiłem „odpuścić”. Chociaż trudno nazwać odpoczynkiem przebiegnięcie sześciu biegów ultra i dwóch maratonów. Od kilku miesięcy wiedziałem, że coś jest ze mną nie tak. Odczuwałem duży spadek wydolności organizmu. Dodatkowo w czasie treningu zdarzały mi się omdlenia. Chciałem dowiedzieć się co mi jest ale nie wiedziałem od czego zacząć. Wtedy pojawił się projekt dotyczący przeprowadzenia badań na ultramaratończykach na Gdańskim AWF-ie realizowany przez Prof. Wojciecha Ratkowskiego. Wiedziałem, że jest to dla mnie szansa i że muszę w nim uczestniczyć.
Badania te pokazały, że przyczyna obniżonej wydolności mojego organizmu tkwi w sercu. Miałem znaczny przerost mięśnia lewej komory serca oraz bardzo wysoki poziom troponin we krwi jeszcze przed rozpoczęciem jakiegokolwiek wysiłku. Inni uczestnicy badania dochodzili do takiego poziomu troponin dopiero po przebiegnięciu pięćdziesięciu, siedemdziesięciu pięciu lub stu kilometrów, a niektórzy nigdy go nie osiągali. Ten stan mógł być już niebezpieczny dla mojego zdrowia. Byłem podejrzewany o mało przyjemne schorzenia takie jak kardiomiopatia przerostowa. Na szczęście po dwóch miesiącach i dodatkowych badaniach usłyszałem diagnozę „przetrenowanie”. Mimo wszystko trochę mnie to wszystko kosztowało i dało do myślenia.

Z Twoim zdrowiem już lepiej? Spotkamy Cię jeszcze na biegach ultra w roli uczestnika? 

Zwolo: Z pewnością tak. Co prawda nie nastąpi to w najbliższym czasie. Przez blisko pół roku muszę jeszcze odpoczywać. W przyszłości jednak zamierzam ograniczyć liczbę startów na tego typu dystansach do maksymalnie dwóch lub trzech w ciągu roku.

Twoim zdaniem, kiedy warto spróbować sił w biegach ultra?

Zwolo: To zależy. Raczej nie widzę jakichś specjalnych ograniczeń dotyczących startu w biegu ultra pod względem długości przygotowań do niego. Trzeba pamiętać, że w trakcie takiego wysiłku, szczególnie w trudnym terenie, narażamy nasz organizm oraz układ ruchu na ogromne przeciążenia. Znane są przypadki osób, które z powodzeniem kończyły biegi ultra nie biegając na co dzień zbyt dużo i zbyt długo. Należy jednak pamiętać, że tego typu osoby uprawiały inny sport, który przygotowywał i wzmacniał ich układ ruchu. Bazując na własnym doświadczeniu uważam, że dużo większym zagrożeniem jest ciągłe i częste startowanie w tego typu biegach. Ultra to ogromne obciążenie dla organizmu. Po każdym starcie należy dać organizmowi czas na odpoczynek. Dwa tygodnie roztrenowania to zdecydowanie zbyt krótki okres dla amatora. Ciągłe i częste podnoszenie sobie poprzeczki, wyszukiwanie kolejnych wyzwań może okazać się pułapką. Osoby które często biegają ultra powinny też przynajmniej raz w roku się przebadać.

zwoloo
Fot. kaszubskaponiewierka.pl

Koordynujesz także wolontariuszy, w tym m.in. podczas Ultramaratonu Kaszubska Poniewierka, jakie cechy powinna mieć osoba chcąca dołączyć do ekipy?

Zwolo: Wszystkie osoby są mile widziane. Zadań do wykonania jest bardzo dużo, każdy znajdzie coś dla siebie. Najważniejsze oczywiście są chęci. Jeżeli ktoś chce poświęcić swój czas po to aby pomóc przy Poniewierce, to my zrobimy wszystko aby ten czas był mile przez tą osobę wspominany.
Może o tym się za dużo nie mówi, ale moim zdaniem wolontariusze są najważniejszą częścią każdej imprezy. Tego typu przedsięwzięcia bez ich udziału by się zwyczajnie nie odbywały. Jako Poniewierka przywiązujemy dużą wagę do tego, aby każdy wolontariusz mógł liczyć na miłe towarzystwo w trakcie wykonywania swoich zadań. Zadowolony wolontariusz ma znacznie więcej pozytywnej energii i lepiej wykonuje powierzone mu zadania.

Pamiętasz swoje początki biegania?

Zwolo: Bieganie towarzyszyło mi w zasadzie prawie od dziecka. Jako dziecko sporo ganiałem za piłką, jak zresztą wielu moich rówieśników. Będąc jeszcze na wczesnym etapie szkoły podstawowej biegałem regularnie na trasie z Chełmu do centrum Gdańska przez Armii Krajowej. Kiedyś nie było GPS-ów, pomiarów odległości. Mówiło się, „biegnę do Gdańska i z powrotem”. Teraz wiem, że ta trasa miała około 6-7 km. Później w szkole średniej biegałem żeby rzucić palenie. Co mi się udało na jakiś czas. Dwa razy nawet przebiegłem dystans powyżej maratonu. To był rok 1999-2000, ludzie w tym czasie pukali się w głowę na widok biegacza. Później przyszedł czas na dość długi epizod w życiu w którym wyrósł mi dość spory brzuszek, aż w końcu wróciłem do biegania i nie wyobrażam sobie życia bez tego.

Można zatem powiedzieć w chwilach głodu nikotynowego wychodziłeś pobiegać?

Zwolo: Endorfiny w dużym stopniu ograniczają głód nikotynowy, lecz to nie była jedyna korzyść płynąca z biegania. Będąc w nałogu nikotynowym człowiek ma znacznie ograniczoną pojemność płuc. W czasie biegania dodatkowo dotleniałem swój organizm co dawało mi znacznie więcej energii i poprawiało samopoczucie. Było to niezbędne w utrzymaniu postanowienia rozstania się z nałogiem. Polecam ten sposób każdej osobie uzależnionej od nikotyny. Myślę, że bieganie, jako środek w rzucaniu palenia, jest przyjemniejsze i dużo bardziej skuteczne od tabletek i lekarstw.

Zdaje się, przeszedłeś wiele operacji, nie było przeciwwskazań do biegania?

Zwolo: Właściwie od dziecka wysłuchiwałem od lekarzy to czego nie mogę albo nie będę mógł w życiu robić. Jestem po 11 operacjach. Wszystkie operacje były robione pod kątem zatrzymania pojawiających się w moim układzie szkieletowym patologicznych zmian. Niestety nie wszystkie się udały. Mam zdeformowany prawy staw skokowy i jedną z tych rzeczy, której robić nie powinienem jest właśnie bieganie.
Z natury jestem trochę przekorny i lubię pewne rzeczy przetestować na własnej skórze. Oczywiście robię to z pełną świadomością o swojej niedoskonałości starając się nadrabiać je dodatkowymi ćwiczeniami wzmacniającymi. Wychodzi mi to całkiem nieźle, bo pomimo ogromnej objętości treningowej nie przytrafiały mi się kontuzje typowe dla biegaczy.

Lekarze odradzali, a jak dzisiaj reagują na to, że jednak możesz i sprawia Ci to dużo radości?

Zwolo: Staram się nie przekazywać takich informacji. Wyjątek stanowił ortopeda, który uczestniczył w badaniach na AWF-ie. Widząc mój staw skokowy głęboko się roześmiał proponując mi, że będzie zabierał mnie na konferencje naukowe na których on będzie zbierał zakłady, a ja będę musiał tylko przebiec dość długi dystans. Mieliśmy zbić na tym fortunę.

Twoje ulubione miejsce do treningu?

Zwolo: Zdecydowanie Góra Gradowa. Posiada ona najlepsze warunki do wykonania dobrego treningu. W okresie przygotowawczym odwiedzałem ją zazwyczaj dwa razy w tygodniu. Jest mocno zróżnicowana pod względem ukształtowania terenu, dzięki czemu fajnie się biega na niej krosy no i są tam też długie, lekkie podbiegi o jednostajnym nachyleniu. Jest gdzie ćwiczyć siłę biegową

Komentarze

Komentarze

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *