TUT Trójmiejski Ultra Track oczami debiutujących kobiet

Miesiące przygotowań, tysiące kilometrów w nogach, euforyczne wyczekiwanie mieszane ze strachem. I wreszcie nadszedł, start TUT – Trójmiejski Ultra Track na dystansie ok. 65 km. Imprezy, która nie tylko rozkochała wielu w bieganiu długich dystansów, ale i zaangażowała do pomocy trójmiejskie, biegowe środowisko. Idealna na debiut, a także szybsze bieganie dla ścigaczy. Mimo, że „nad morzem”, to górki na trasie też potrafią zadziwić.

Debiuty się zawsze niezapomniane. To pierwsza okazja pokazania sobie – mogę więcej. Zrealizowania własnych celów/marzeń. TUT na pełnym dystansie ok. 65 km ukończyło 297 osób, w tym 52 kobiety, a wśród nich spora grupka, która przekroczyła metę swojego pierwszego ultra.

Jak się czuły na mecie?

 

Agnieszka Machalica – Euforycznie! Czułam radość z tego,  że dałam radę i że to już koniec, a jednocześnie pewien żal i telepiącą się w głowie myśl ” i co teraz”

Joanna Sztybor – Jestem chyba typem człowieka, który lubi im trudniej i brudniej… tym lepiej. Mimo, że to mój debiut na dystansie 65 km, nie czułam przebytych kilometrów. Przekroczenie linii mety było dla mnie jak zakończenie kolejnej wycieczki biegowej – może trochę dłuższej ;). Różnica polegała na tym, że Ktoś na tej mecie czekał – Przyjaciele.

Monia Skrzek – Jak to koleżanka powiedziała wyglądasz jakbyś wróciła od masażysty (śmiech), faktycznie żadnego ogólnego zmęczenia organizmu nie czułam nie ukrywam, że ból kolan i mięśni czworoglowych ud zaczął towarzyszyć mi od 50 km.

Dagmara Grabowska –  Super emocje, łzy szczęścia, paradoksalnie żadnego bólu nóg tylko wszechogarniająca radość „dałam radę”.

Kryzysy na trasie? Najtrudniejsze odcinki?

Marta Marczuk – TUT był wielką przygodą i niewiadomą. W moim wypadku bez cienia rywalizacji. Za mało kilometrów przebiegłam, za mało podejść, zbiegów itp. Sam bieg, a raczej warunki na trasie były bardzo dla nie trudne. Nie zabrakło upadku na trasie, pomocy medycznej i wahania, czy startować dalej. Wbrew lekarzom i rozsądkowi biegłam dalej. Z perspektywy czasu wiem, że to była dobra decyzja, bo nic poważnego się nie stało. Nie był to jednak najtrudniejszy moment. Ten pojawił się tuż po pierwszym punkcie odżywczym, gdy trzeba było przejść pod mostem. Bardzo boję się takich małych, ciasnych „pomieszczeń”. Odezwały się wewnętrzne głosy. Brakło oddechu…. Długo potem dochodziłam do siebie.

Joanna Sztybor – Wracając do samej trasy nie byłam zaskoczona stopniem trudności, wiedziałam też jakie warunki panują w Trójmiejskim Parku Krajobrazowym. A jednak było coś co mnie zaskoczyło… mimo świetnie oznaczonej trasy, mimo zegarka z wgrana mapa TUTa 2017 zabłądziłam. Dodam nie raz. Zahipnotyzował mnie po raz kolejny las i trasy biegowe, które znałam.  Czy miałam jakiś kryzys? Nie.  Czy były trudne odcinki? Oczywiście, że tak,  ale tyle razy biegałam z Biegowym Światem, że brałam je z przysłowiowego „półobrotu”;).

Monia Skrzek – Kryzysu nie miałam. Najtrudniejsze? Myślę że ostatnie 5 km było najcięższym odcinkiem, dużo podbiegów i zbiegów.

Dagmara Grabowska – Kryzysu brak, duży zapas czasu do limitu także byłam spokojna, byle do przodu – powtarzałam. Najtrudniejszy odcinek? Dla mnie – najostrzejszy podbieg na ostatnich km przed metą, oczami wyobraźni widzę już metę a tu jeszcze taka przeszkoda, mięśnie palą, kręgosłup już ma dość a tu trzeba ją pokonać.

Agnieszka Machalica – Największy kryzys? Dwa cytaty ze Scotta Jurka: „czasem po prostu trzeba” i „nie każdy ból jest ważny” sprawiły,  że obyło się bez kryzysów.  Po 40 km nogi bolały tu i ówdzie. Na 47 km pulsujący ból w kolanie usztywnił nogę na kilkaset metrów. Na szczęście końska dawka magnezu od przygodnego biegacza uratowała sytuację, a może to efekt placebo. Mentalnie super! Na całym dystansie miałam niezwykłą jasność umysłu jakby zmęczenie fizyczne w ogóle nie wpływało na psychikę.  Postanowiłam nie zagłuszać tego muzyką. Najtrudniejszy odcinek? Przed biegiem dręczyły mnie 3 kwestie: Co będzie po 35 km – więcej nie biegałam w terenie. Jak będę się czuć po królewskim dystansie -to mój max ever. Jak po sześćdziesięciu km zareaguję na Zieloną Dolinę? Przyjęcie taktyki byle do. . następnego punktu odżywczego sprawiło, że wszystko poszło w miarę gładko.

Mirosława Augustyniak – Trasa okazała się nie lada wyzwaniem, pierwsze gdyńskie kilometry to spłatka, cała „zabawa” zaczęła się tak naprawdę od Sopotu, trasa z przewyższeniami do +1600, błoto, śnieg i lód ! Z każdym kilometrem wydawało się, że już nic nie jest w stanie mnie zaskoczyć, ale ostatnie 10 km okazały się szczytem szczytów…najcięższych z odcinków, pokonanie tych gór dało mi ogromną satysfakcję i szczęście, że podołałam kolejny etap i finalnie udało mi się ukończyć TUTa z czasem poniżej 9 h …taki był cel a zadanie uznaje za wykonane 😊Największy kryzys dopadł mnie na 42 km, wtedy uświadomiłam sobie, ze maraton mam już za sobą a teraz przyjdzie mi walczyć sama z sobą, organizm był już bardzo wyczerpany, wtedy pomogły słowa moje przyjaciółki Beaty Dorsz :” to wszystko siedzi w Twojej głowie” po tych słowach pokonałam chwilowe zwątpienie i pognałam do przodu ku mecie i marzeniom.

Organizacja imprezy?

Marta Marczuk – Sam bieg oceniam bardzo wysoko. Wszystko przygotowane z dokładnością, starannością i życzliwością. Organizatorzy znają się na rzeczy. Wolontariusze niesamowici, z sercem na dłoni. Linia mety była długo wyczekiwana, zaczynało się ściemniać, a tu końca nie widać. Złość, determinacja, a zaraz potem łzy szczęścia.Medal piękny i wyczekiwany, ale przyjaciele, znajomi i bliskie osoby, które czekały – tego się nie da kupić.

Monia Skrzek – Organizacja na wysokim poziomie oznaczenie trasy bardzo dobre, punkty żywnościowe rewelacyjnie zaopatrzone, niczego nie brakował, wolontariusze na medal bardzo pomocni, mili i życzliwi. Imprezę mogę polecić w 100%. Do zobaczenia za rok.
P.s Korzystając z okazji chciałabym Tobie Agato serdecznie podziękować za pomysł w zorganizowaniu wycieczek biegowych przygotowujących do Tut-a, Zibi Tobie również serdecznie dziękuję za transport bez Ciebie nie byłabym w stanie dotrzeć na wszystkie wycieczki biegowe, moim koleżankom i kolegom również dziękuję za wybieganie wspólnych km bez Was bym nie przeżyła tak wspanialej przygody.

Mirosława Augustyniak – Jestem pod ogromnym wrażeniem jeśli chodzi o całość imprezy i organizacji, począwszy od rozdania pakietów, skończywszy przekroczeniu mety. Impreza na najwyższym poziome, zaplecze sanitarne, punkty żywieniowe, cudowni, życzliwi wolontariusze to sukces całej imprezy.Ja miałam ogromne szczęście, ponieważ od startu do mety miałam przy boku wsparcie przyjaciółki Beaty Dorsz a na punktach męża – Radka Augustyniaka, który jak się później okazało był wsparciem również dla innych uczestników 😍😍😍

Marta Marczuk –  Impreza wzorcowa, wszystko na plus, oznaczenie trasy bez zarzutów, nie można się było zgubić, punkty odżywcze i medyczne- super zaopatrzone, mili, pomocni wolontariusze, ratownicy, motywujący doping na trasie, niezastąpieni fotografowie 😉 dzięki Agata i Paweł, piękny medal na mecie i bufet, ogólnie super impreza, będę na pewno polecać, limit czasu nawet dla debiutantów jest wystarczający, impreza zachęcająca do kolejnych ultra.

Agnieszka Machalica – Od uczestników poprzednich edycji słyszałam o świetnym oznaczeniu trasy, fajnych ludziach na punktach i menu spełniającym wszelkie zachcianki. I zgadzam się z tą opinią w 100 %. Super atmosfera bez zadęcia, będę TUT’A wspominać jako fajną przygodę.

Joanna Sztybor – To była bardzo dobrze przygotowana impreza biegowa pod wieloma względami. Wolontariusze to Anioły!!! WRACAM TAM !

Komentarze

Komentarze

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *