Każdy z Was będzie kiedyś miał swój wielki dzień! – Sławomir Wrona

Sławomir Wrona, biegacz z Trójmiasta, którego można spotkać na różnych imprezach ultra. Zwycięzca dwóch edycji KRS Formoza Ultramaraton Kaszubski.

W miniony weekend wystartował II KRS Formoza Ultramaraton. Dla Ciebie chyba wyjątkowa impreza. W ubiegłym roku zwyciężyłeś, w tym dokonałeś tego ponownie, mimo mocnej konkurencji. Jednocześnie poprawiając swój rekord trasy. Emocje już opadły po biegu? Czułeś presję?

Sławek: Tak, dla mnie to wyjątkowa impreza ponieważ nigdy nie czułem się na tyle mocnym biegaczem aby wygrywać. W ubiegłym roku myślałem, że to przypadek. Tegoroczne zwycięstwo pokazało że chyba jednak nie, choć jak wspomniałaś konkurencja była mocna. Gdyby ktoś zaproponował mi 3 miejsce, wziąłbym „w ciemno”. Po ubiegłorocznej edycji obiecałem sobie, że nie pobiegnę pierwszego okrążenia tak szybko, i to by było tyle teorii 🙂 Presja innych zawodników oraz miano obrońcy tytułu zrobiły swoje i znowu pobiegliśmy szybciej. Około 40-tym km mięśnie zaczęły sygnalizować symptomy pierwszych skurczów i zwolniłem nieco. Wiedziałem, że inni zawodnicy też będą odczuwali coraz większe zmęczenie a zabawa tak naprawdę zacznie się od 130 km 😉 W planach miałem złamanie 20h ale już po 2 pętli wiedziałem, że jest to nierealne w tym biegu. Niemniej jednak dzięki trzymaniu w miarę równego tempa udało mi się pobić swój rekord trasy o 1h7’27” z czego jestem niesamowicie dumny!

Fot. Łukasz Zacharczuk

Jak oceniasz trasę biegu? Chyba można ją uznać z mocno biegową, mimo, że jest ok. 700 m przewyższenia? Też nie polubiłeś pętli wokół jeziora?

Sławek: Trasa jest bardzo fajna ale tylko na 1 pętlę, później zaczyna się nudzić. Rozumiem jednak że przy formule 25,50 i 100 Mm muszą być pętle ze względów organizacyjnych. Pierwszą i drugą pętlę można w zasadzie pokonać cały czas biegnąc, bo tak naprawdę jest jedno konkretne wzniesienie w lesie za jeziorem Głębokim. Zmęczenie i kolejne pętle weryfikują to zaczyna się częściej marszem pokonywać nawet niewielkie wzniesienia. Drugi rok z rzędu „tłukę” pętle wokół jezior i polubiłem je szczególnie o wschodzie słońca, gdy przyroda budzi się do życia i pierwsze promienie słońca padają na zmęczoną twarz dodając energii na pokonanie kolejnych kilometrów. Na pętli wokół jeziora przywidzkiego zarówno w ubiegłym roku jak i w tym wyprzedzali mnie zawodnicy z biegu na 50 Mm mobilizując mnie do „szybszego” biegu. Nie lubię za to początku pętli jeziora głębokiego, gdyż leżą tam liście ukrywając pod sobą kamienie, na których zarówno w ubiegłym jak i w tym roku straciłem po dwa paznokcie!

Fot. Łukasz Zacharczuk

Twój największy kryzys na trasie?

Sławek: Największy kryzys to chyba ok. 40-tego km, gdzie jak wspomniałem miałem symptomy skurczów. Kolejny miałem pod koniec 3 okrążenia, usiadłem na ławce w Przywidzu bo podeszwy stóp zaczęły palić mnie żywym ogniem. Po zdjęciu butów i wytrzepaniu kamyków okazało się że mam przetarte skarpety a żwir spowodował powstanie pęcherzy pod opuszkami dużych palców i podeszwami stóp. Doczłapałem jakoś do punktu na starcie, gdzie zmieniłem skarpety i buty, łyknąłem tabletkę przeciwbólową i pobiegłem a raczej poczłapałem pod pierwszy podbieg tymi „kocimi łbami”. Jak mi się stopy rozeszły w butach mogłem biec dalej.

Porównując ja z innymi biegami? Masz spore doświadczenie w biegach ultra na długich dystansach.

Sławek: Jest to jak dotychczas mój najdłuższy dystans jaki pokonałem w swoim życiu ale na pewno nie najtrudniejszy. Jeśli ktoś chce się zmierzyć z taką odległością to jest to najlepszy bieg w Polsce ze względu na profil trasy, oznaczenie trasy (choć trudno mi w to uwierzyć kilka osób się pogubiło zarówno w tym jak i ubiegłym roku) jak i zabezpieczenie na trasie. Ultra biegi górskie to jednak inna liga, krótsze dystanse, większe przewyższenia, większa różnica temperatur i zmienność pogody. Kto startował w Łemkowyna Ultra Trail 80 i 150 km w 2016 roku wie o czym mówię, parafrazując powiedzenie Forresta Gumpa o deszczu, ja na Łemkowynie poznałem wszystkie rodzaje błota. To moim zdaniem jeden z najtrudniejszych ultra w Polsce!

Jak oceniasz organizację imprezy?

Sławek: Oznaczenie trasy, punkty nawadniające i organizacja były bardzo dobre. Była łyżka miodu to niech będzie i łyżka dziegciu 🙂 W tym roku minus za brak pryszniców, które przydałyby się po dwudziestu kilku godzinach biegu każdemu za uczestników 100 Mm dla orzeźwienia, a myślę że i inni zawodnicy chętnie skorzystaliby z tej formy odnowy biologicznej. Drugi minus za kładkę przy rzeczce, a raczej jej brak pod drogą w Przywidzu w ubiegłym roku była.

Spodziewać się możemy Ciebie za rok?

Sławek: To samo pytanie usłyszałem po przekroczeniu linii mety oraz życzenia ustrzelenia hat trick’a, więc chyba nie mogę zawieść. Zdaję sobie sprawę, że będzie coraz trudniej bo impreza jest coraz bardziej znana i rozpoznawalna. Niech moje wygrane, zwykłego biegacza amatora, będą przykładem, inspiracją, zachętą. Każdy z Was będzie kiedyś miał swój wielki dzień!

Będziesz celował na wynik poniżej 20 godzin?

Sławek: Będę się starał, ale życie pokaże czy się uda. Trzymajcie kciuki!

Jak rozpoczęła się Twoja przygoda z bieganiem i biegami ultra?

Sławek: Ze sportem zawsze w jakiś sposób miałem do czynienia, choć był on przeplatany latami nałogowego palenia, które zaczynałem i wielokrotnie rzucałem. Praca w kilku korporacjach nie służyła również zdrowemu trybowi życia. Biegać natomiast nigdy nie lubiłem, nawet na AWFie unikałem jak mogłem lekkiej atletyki, wolałem inne dyscypliny sportu i dlatego pewnie zrobiłem Odnowę biologiczną i fizjoterapię a nie jakiś z kierunków trenerskich. Biegać zacząłem 9 lat temu i na początku traktowałem je jako psychoterapię, odreagowanie problemów zawodowych które mnie spotkały. Uwalniałem głowę od złych myśli a organizm pozbywał się stresu. Z czasem polubiłem bieganie do tego stopnia że zacząłem brać udział w biegach w Gdyni. Kto pamięta Grand Prix z 400-500 uczestnikami??? Zanim pobiegłem swój pierwszy maraton w Poznaniu, wszedłem na profil peacemakera gdzie zobaczyłem że biega ultra i pomyślałem że to jest to co chciałbym biegać. Jednak nie rzuciłem się od razu na głęboką wodę, poprawiałem swoje życiówki na 10 km, w półmaratonie oraz maratonach. Pierwszy mój ultra to Chudy Wawrzyniec 80+ gdzie zmierzyłem się z temperaturą 35oC w ciągu dnia wypijając ok. 12 litrów płynów. Po pokonaniu linii mety byłem jednak najszczęśliwszym człowiekiem!

No właśnie, sam przyznasz odpowiednie nawodnienie i jedzenie na tym dystansie to poniekąd również klucz do sukcesu, choć bardzo indywidualny. Żywisz się żelami czy polegasz na innych produktach?

Sławek: Kiedyś czytałem wywiad z czołowym Triathlonistą zwycięzcą IronMan na Hawajach, który stwierdził, że to nie są zawody w pływaniu, jeździe na rowerze i bieganiu tylko zawody w jedzeniu i piciu. Tak jak trenujemy swoje mięśnie tak musimy wytrenować żołądek i jelita aby przyswajały pokarm przy ich szczątkowym ukrwieniu. Jestem weganinem więc nie wszystkie przygotowane przez organizatorów posiłki chcę spożywać. Dlatego na punktach miałem przygotowane: izotonik, Coca Colę, oczywiście żele energetyczne, banany i bułki z pastą jajeczną (z tofu zamiast jajka) i pastą sojową na słono dla przełamania smaku oraz elektrolity w saszetkach dla dzieci. Zatrzymując się na nich uzupełniałem bukłak, żele, banany i bułkę, piłem colę lub gorącą herbatę z cukrem (którego normalnie nie używam). Staram się mieć posiłki które nie będą wymagały długotrwałego gryzienia i po popiciu łatwo dadzą się przełknąć.

Jakie są Twoje metody treningowe, ile biegasz tygodniowo?

Sławek: Staram się dobierać elementy treningowe według sprawdzonego wzorca, siła, szybkość i wytrzymałość do tego chodzę na ściankę wspinaczkową, gdzie oprócz wspinu są klasyczne pompki, przysiady oraz podciąganie na drążku. Bez dobrego gorsetu mięśniowego nie mamy co marzyć o dobrych wynikach. Do tego konieczne jest rozciąganie! Prędzej czy później każdy musi zacząć się rozciągać, spięte mięśnie powodują kompensację w innych grupach mięśniowych i doprowadzają do urazów, więc lepiej zacząć to robić od razu – po każdym biegu 5-10 minut wystarczy. Tygodniowo biegam niedużo, 5 razy w tygodniu i jak sobie policzę to wychodzi około 80 km a w okresie przedstartowym zwiększam weekendowe wybiegania, wówczas wyjdzie 100-110 km.

Zacząłem również, nazwijmy to zawodowo, zajmować się układaniem planów treningowych również doborem diety, oraz objaśnianiem kruczków taktycznych w biegach 😉 Jeśli ktoś będzie zainteresowany chętnie udzielę porad i potrenuję (mój mail: slawomir.wrona@gmail.com).

Komentarze

Komentarze

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *