Kiedyś nienawidziłam sportu i szerokim łukiem omijałam zajęcia wychowania fizycznego – Aleksandra Grabias

Ola Grabias w ostatnim czasie zazwyczaj zajmuje czołowe miejsca w biegach na Pomorzu, a startuje często. Jak sama przyznaje – uzależniła się od tej atmosfery. Zrobiła ogromny progres, z poziomu 4:27 zeszła do 3:15:20 na dystansie maratońskim.

Fot. Gdański Ośrodek Sportu

Swoje starty zdaje się zaczęłaś od maratonu, wynik 4:27 w Orlen Warsaw Marathon. Dziś Twój rekord życiowy to 3:15:20. Jakie są Twoje wrażenia po biegu w Gdańsku? Stojąc na starcie pierwszego maratonu sądziłaś, że będziesz kiedyś tak szybko pokonywać królewski dystans?

Ola: Moją przygodę ze startami w imprezach biegowych zaczęłam od dystansu maratońskiego w 2013 roku (Orlen Warsaw Marathon). Nie wiedziałam kompletnie czego mogę się spodziewać, gdyż był to mój pierwszy start w życiu. Cel miałam jeden: zmieścić się w limicie czasowym pokonując trasę biegiem (żółwim tempem, jednakże biegiem). Wynik 4:27 był dla mnie dużym zaskoczeniem, ponieważ biegać zaczęłam kilka miesięcy wcześniej i traktowałam to jako dodatkową aktywność fizyczną. I tak zakochałam się w maratonie. Zawody na dystansie 10 km były dopiero moim szóstym startem. W tym roku, niedawno przebiegłam mój dziewiąty maraton, pokonując go w czasie 3:15:20. Wiedziałam, że stać mnie na taki wynik, patrząc na progres jaki zrobiłam na innych krótszych dystansach. Było to 100% moich możliwości na ten moment ( za rok obiecuję, że „złamię” 3:10;)) i jestem dumna i szczęśliwa, że się udało. Oczywiście wracając do moich oczekiwań w stosunku do mojej osoby cztery lata temu, to nie uwierzyłabym, że mogę się tak rozwinąć a teraz wiem, że przy ciężkiej pracy, zdrowym stylu życia, odpowiedniej diecie można osiągnąć dużo więcej. Kiedyś nienawidziłam sportu i szerokim łukiem omijałam zajęcia wychowania fizycznego, kiedy wiedziałam, że będziemy biegać. „Ofermą sportową” nigdy nie byłam, ale raczej byłam bardzo przeciętna, teraz nie wyobrażam sobie dnia bez sportu.

Jakie są moje wrażenia po biegu w Gdańsku? Rewelacyjne! Uwielbiam ten maraton, ponieważ znam każdy centymetr trasy, na każdym kilometrze widzę znajome twarzy krzyczące moje imię i motywujące hasła, wiem, że na 35 kilometrze będą moi dziadkowie, dlatego w myślach mówię sobie: dociągnij jeszcze do tego kilometra, niech zobaczą szczęśliwą wnuczkę a nie „zwłoki” ciągnące się do mety…no a po 35 km nie można już odpuścić. Jedyne co mi się nie podoba to wiatr, ale u nas zawsze wieje i trzeba to zaakceptować. Matka kocha swoje dziecko nieważne jakie jest, więc ja też jako rodowita gdańszczanka kocham ten nasz wietrzny maraton. Udało mi się ukończyć trzy edycje i mam nadzieje, że zdrowie pozwoli na dużo więcej.

Trenujesz wg jakiegoś planu?

Ola: Niestety żadnego planu nie mam i nie ustawiam sobie konkretnych treningów na dany dzień. Trenuję zawsze rano. Łatwiej wyjść mi na trening o 5 rano niż o 20.00.  Decyzję, jaki zrobię trening, ile kilometrów, podejmuję w zależności od samopoczucia. Uwielbiam długie wybiegania a w sierpniu spędzam od dzieciństwa urlop w Tatrach, gdzie przebiegam ok 250 km. Starty (od których jestem uzależniona) traktuję w większości jako mocne treningi, które jest mi ciężko zrobić samej pod domem. Koncentruje swoje 100% na kilku startach: W tym roku był to półmaraton w Gdyni i maraton gdański. Każdy ma inny organizm, inaczej reaguje na obciążenia. Wszystkie moje rekordy życiowe były po starcie lub mocnym biegu w dniu poprzednim. Oprócz biegania bardzo dużo jeżdżę na rowerze, zimą – spinning, wzmacniam się na siłowni, regularnie chodzę na basen, jeżdżę i biegam na nartach. Oczywiście wiem, ze plan treningowy przyniósłby duży progres – ale obiecuje, że jak przebiegnę (może) maraton w czasie 3:05 to podejdę do tego bardziej profesjonalnie:)

 

Jeśli wierzyć wynikom, to masz też na koncie maraton z czasem 5:42:01, to była jedna z tych cennych lekcji pokory?

Ola: Zgadza się, mam i taki maraton w swojej „biegowej krótkiej karierze”. Pokonując pierwszy maraton stwierdziłam: to trzeba zapisać się na następne. Kolejnym był sierpniowy Maraton Solidarności – już przed startem miałam problemy z kolanem (jako typowy amator nie interesowałam się zagadnieniami: rozciąganie, rolowanie, regeneracja…tylko dbałam o odpowiednie odżywianie). Jednak udało się ukończyć maraton biegnąc od startu do mety. Wiedziałam, że moje tkanki łączne, mięśnie mają już dość i krzyczą: daj nam odpocząć, przestań biegać, jednak moje nazwisko widniało już na liście startowej Maratonu Warszawskiego. Między tymi dwoma startami kilka razy poszłam potruchtać, jednak moje kolano nie pozwalało mi na więcej niż 10 km. Sam maraton był dramatyczny, od początku bolało, udało mi się biec 27 km, ból był coraz gorszy ale niestety czasem moja ambicja nie współpracuje z rozsądkiem.. 28 km i usłyszałam trzask w moim kolanie…kochana łąkotka. O biegu dalszym mogłam zapomnieć. Panowie z punktu medycznego usztywnili mi kolano.  Obliczyłam, że dam rade przejść te 15 km mieszcząc się w limicie czasowym, wiec jak żołnierz wracający z wojny ciągnęłam tą swoją nieszczęsną kończynę w tempie 6km/h do mety. Wtedy czułam dumę, radość, że się nie poddałam, że walczyłam jak lwica. Teraz jak na to wszystko patrzę, to z jednej strony  nie rozumiem, jak mogłam przez trzy lata mojego biegania tak lekkomyślnie postępować, z drugiej strony cieszę się, ponieważ zawsze uważałam, że człowiek uczy się na błędach i ważne, aby wyciągać odpowiednie wnioski. Oczywiście po tym maratonie przez pół roku nie biegałam i myślałam, że o tej aktywności fizycznej mogę zapomnieć, jednak w lutym wróciłam do truchtania a w kwietniu znów stanęłam na starcie II Orlen Marathon. Kolejna głupota;) – ale udało się wybiegać 3:53.

 

 

Wspomniałaś o łąkotce. Długo zajęło Ci jej leczenie?

Ola: Leczenie łąkotki zajęło mi około czterech miesięcy. Zrezygnowałam całkowicie z biegania. Przez pierwsze dwa lata biegania ciągle miałam kontuzje. Było tego za dużo, nie dbałam o regenerację (rolowanie, rozciąganie). Człowiek uczy się na błędach i teraz rolki, kijki do masażu, piłeczki są zawsze w mojej torbie podróżnej. Dla mnie teraz trening biegowy = bieg, rozciągnie, rolowanie. Zrobiłam kurs trenera personalnego, aby lepiej poznać anatomię, pracę mięśni, stawów. Oczywiście ciągle przytrafiają się przeciążenia, drobne urazy – jest to nieuniknione. Ale świadomy biegacz, który chce się ta piękna dyscyplina sportu zajmować przez cale życie musi poznać swoje ciało i poświęcić czas również na te mniej przyjemne rzeczy jak np. rolowanie – chociaż dla mnie to jest relaks i odpoczynek po treningu, tylko taki trochę bolesny 😉

Jak rozpoczęłaś swoją przygodę z bieganiem?

Ola: Może odpowiem na pytanie, jak zaczęłam swoją przygodę ze sportem. Do 21 roku życia nie ćwiczyłam, co roku jeździłam w Tatry (od kiedy pamiętam chodziłam po górach i jeździłam na nartach), ale na tym się kończyło. Nie lubiłam się męczyć i nie widziałam sensu w bieganiu, w kolarstwie itp. Niestety lata lecą i tkanka tłuszczowa też wzrasta, więc wiedziałam, że to ten moment, albo wezmę się za siebie, albo zostanę za kilka lat „kanapową wielorybicą”. Kupiłam rower MTB i zakochałam się. Maniakalnie jeździłam wszędzie na rowerze a kask stał się nierozłącznym elementem mojej garderoby. Rok później kupiłam rolki do jazdy szybkiej i już myślałam, że odnalazłam to moje „coś”. Później wyjechałam do Niemiec na staż bez roweru, bez rolek, bez kasku – i jedyne co miałam to buty. Pomyślałam: raz się żyje, nie umrzesz od tego, może nie będzie tak źle, najwyżej jeden kilometr przebiegniesz a resztę przejdziesz. O dziwo przebiegłam 16 kilometrów i każdy dzień rozpoczynałam od biegania. Po powrocie do Gdańska kupiłam buty biegowe i tak zaczęłam regularnie truchtać. Dzisiaj to właśnie bieganie jest numerem JEDEN.

Spore znaczenie ma dla Ciebie dieta?

Ola: Oczywiście, że tak. Jestem z wykształcenia między innymi dietetykiem sportowym, współpracuję z różnymi sportowcami (zarówno amatorami jak i zawodowcami) i widzę, jak odpowiednio ustawiona dieta pod indywidualne predyspozycje wpływa na wyniki, na samopoczucie. Dużo biegaczy zapomina, że bieg maratoński lub bieg na innych dystansach to nie tylko przygotowanie fizyczne ale również trening żywieniowy – który w dużym stopniu gwarantuje na mecie sukces. I co najważniejsze, nie ma jednej optymalnej diety dla każdego z nas. Każdy biegacz musi sam poznać swoje ciało, swój organizm aby móc wykorzystać w stu procentach potencjał, jaki kryje się w pożywieniu. Tworzę dla siebie taki plan żywieniowy, który zapewnienia mi odpowiednią dostawę energii, zmniejsza zjawisko powstawania stresu oksydacyjnego, przyspiesza regenerację i co najistotniejsze, pozwala osiągać coraz lepsze wyniki. Staram się zawsze skomponować każdy posiłek tak, aby dostarczyć odpowiednią ilość witamin, składników mineralnych. Często doświadczeni maratończycy myślą tylko o odpowiednich węglowodanach – czyli kiedy konsumować cukry proste a kiedy złożone. Tak naprawdę jest to bardzo ważne, ale nie można zapominać o witaminach, aminokwasach, tłuszczach, które odgrywają rolę w gospodarce wapniowej, mineralizacji tkanek , odpowiadają za stan tkanki nerwowej, metabolizm cukrów, aminokwasów i lipidów, biorą udział w procesach utleniania, uczestniczą w tworzeniu czerwonych krwinek, regeneracji tkanek, w tworzeniu enzymów, hormonów. Dużo biegaczy nie przywiązuje wagi do żywienia i regeneracji, natomiast starannie stara się wykonać wszystkie jednostki treningowe. Sukces w postaci dobrego wyniku np. w biegu maratońskim to odpowiednie przygotowanie organizmu do podjęcia tak trudnego wyzwania, w którego skład wchodzi przede wszystkim żywienie – czyli dieta, tak ułożona, aby dostarczyła wszystkich niezbędnych składników odżywczych, mineralnych i witamin, które są niezbędne do bycia aktywnym maratończykiem.

Na co dzień Ola zajmuje się układaniem planów żywieniowych zarówno dla sportowców zawodowych i amatorów. Od biegania po kulturystkę;). Mail: olagrabias@wp.pl

Komentarze

Komentarze

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *