Wycieczka trasą Ultramaraton Kaszubska Poniewierka

Kolejna wycieczka trasą Ultramaraton Kaszubska Poniewierka za na nami. Tym razem powróciliśmy na początek. Tegoroczna  edycja Ultramaraton Kaszubska Poniewierka zaczyna się u podnóża Łysej Góry w Sopocie. Zimą służącą jako stok narciarski. Dośc łagodną. Długości 268 m i różnicy poziomów 39 m. Przed II Wojną Światową wzniesienie nazywano Wzgórzem Elżbiety. W ciągu dnia zaobserwować można Zatokę Gdańską. Nocą, podczas startu to miejsce również będzie miało swój urok, wznoszącego się węża światełek. Trasa kieruje na lewo czarnym szlakiem. Ścieżki nie są wymagające, w przypadku większych jesiennych opadów może być odrobinie błotniście. Czarnym szlakiem biegnie się do „Małej gwiazdy” skrzyżowania szlaków, skąd dalszą trasę wyznacza zielony szlak prowadzący do punktu widokowego „Zajęcze Wzgórze” wysokości 94,1 m. To tu znajduje się jedyny rezerwat w Sopocie. Kto chciałby przyjrzeć mu się bliżej, ponoć to unikalne miejsce życia owadów żądłówka Crossocerus heydeni. Jakkolwiek wyglądają, to gratka dla prawdziwych miłośników owadów. Podczas wycieczek biegowych, zwłaszcza nocną porą, nauczyłam się, światło czołówki przyciąga je, a gdy za dużo w tym czasie gadasz, potrafią wlecieć do buzi, niesmak w ustach zostanie, pomoże tylko cola.

Dalej w dół zielonym szlakiem. Po nocach deszczu wyjątkowo ślisko, na naszej wycieczce nie zabrakło zjazdu. Przecięcie asfaltu i w wąską ścieżkę między ogrodzeniem okolicznych działek. Do ścieżki. W lewo. Niektórym już znany odcinek z imprez biegowych. Znów koło płotu po lewej i prawej. Mamy przed sobą jakby małe leśne rondo. Jak się możecie domyślać lekko pod góreczkę prosto, za chwilę dalej wznoszcząc się do góry. Był podbieg, to czas na zbieg. I znów jesteśmy na zielonym szlaku. Nieopodal AWFiS w Gdańsku. Dalej zielonym. Lekko  pod górę. Nieco się wijąc do czasu, gdy przed sobą ujrzysz jakby ścianę, strzałka oznaczeń kieruje na lewo. To jednak wspinaczka staje na drodze przygody. Pierwszy stromy podbieg, choć  pewnie poprawniej – podejście. Jeśli już się wdrapiesz na szczyt to nic dziwnego, celem jest zbieg. I jesteś na niebieskim szlaku. Kierując się na prawo zaprowadzi Cię kolejnego rozstaju. Przez wielu okolicznych sportowców określanego jako „Lipa”, niegdyś charakterystyczne duże drzewo było miejsce spotkań.

Biegniemy prosto, choć z tendencją na lewo. Tym razem jesteśmy na szlaku czarnym. Na lewo w dół do głównej drogi. Poboczem do przejścia dla pieszych. Po drugiej stronie czeka piękny widok. Łąka, a za nią ściana lasu. Na którą przyjdzie się wdrapać. Zapewne to jeden z tym momentów, gdy zaczniesz powątpiewać, czy aby na pewno tędy biegnie trasa. Po przebiegnięciu polany na lewo, a tam po kilku metrach wąską ścieżką na wspomnianą ścianę. Zapomnisz, że jesteś nad morzem. Poczujesz jakbyś teleportował się w góry. Tylko biegnąc wzdłuż betonowego płotu uważaj na drut kolczasty. Szybko się również przekonasz, te drogi nie są zbyt często uczęszczane. Pod górę i w dół aż wreszcie zbiegniesz do głównej drogi. Możesz być pewny, główne drogi nie tym razem. Kolejna wspinaczka czeka. Latem dość zarośnięta. Widoki są jej warte. Poznasz  jedno z piękniejszych miejsc, ale niespecjalnie docenianych, z  górzysto-leśnym krajobrazem. Dalej w  dół, ale nie warto się rozpędzać za mocno. Po kilku metrach czeka skręt w lewo, tak łatwo go przeoczyć. Główna droga, odbicie, łąka i jesteś na Drodze Marnych Mostów, nazywana także Drogą Zgniłych Mostów. Na prawo kilkaset metrów, by znów odbić w las. Ścieżką dobiegając ponownie do czarnego szlaku. Nie ma co długo cieszyć się ścieżką, czeka odbicie i zbieg pełny przewalonych drzew i porozrzucanych gałęzi, na końcu którego zarośla, latem – pokrzywy. Docierając wprost do Rybakówki. Przez chwilę asfaltem obok i kierując się na prawo. Mijając leśniczówkę, zapewne znów na chwilę zwątpisz. Zadając pytanie – skąd Oni wzięli tu tyle górek. Najmniej oczywista, niemal niewidoczna, wąska droga pod górę, to trasa biegu. Dalej prosto znów docierając na czarny szlak i Dolinę Węży. Tu na lewo na niebieski szlak. Wąskie ścieżki prowadzące „grzbietem” między Doliną Radości, a Doliną Węży. Na co dzień spotkać tu można często sarnie. Znów w dół. Szlak prowadzi w górę nieco na lewo, celem jest jednak ta stroma „górka” na wprost. Jak określili to niektórzy uczestnicy wycieczki, Organizator chyba biegnąc, gdy widział górki na trasie, uznawał – tędy poprowadzi bieg. Dalej grzbietem i w dół na główną ścieżkę, na prawo, ale trzymając się lewej odnogi, gdzie czeka mały, kamienny krąg, do niedawna pośrodku było spalone drzewo. Prosto przez szlaban, na prawo i wybiegamy w okolice działek w Oliwie, tu dalszą część drogi wyznacza zielony szlak. Ciąg dalszy nastąpi 😉

Wspomniany odcinek ma 15 km, początki trasy, które mogą wywołać powątpiewania. Trasa nie jest łatwa, nie jest też trudna, choć technicznych odcinków nie brakuje. Gdy ktoś zacznie zbyt mocno, może odczuć brak mocy. Podbiegi/podejścia nie są długie. Bywają za to strome i jest ich na trasie nieco.

Komentarze

Komentarze

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *